Thursday, October 18, 2007

THE BEST OF YOU

I've got another confession to make
I'm your fool
Everyone's got their chains to break
Holdin' you
Were you born to resist or be abused?

Is someone getting the best, the best, the best, the best of you?

Are you gone and onto someone new?
I needed somewhere to hang my head
Without your noose
You gave me something that I didn't have
But had no use
I was too weak to give in
Too strong to lose
My heart is under arrest again
But I break loose
My head is giving me life or death
But I can't choose
I swear I'll never give in
I refuse

Is someone getting the best, the best, the best, the best of you?


Has someone taken your faith?
Its real, the pain you feel
You trust, you must
Confess

Is someone getting the best, the best, the best, the best of you?

Has someone taken your faith?
Its real, the pain you feel
The life, the love
You die to heal
The hope that starts
The broken hearts
You trust, you must
Confess

Is someone getting the best, the best, the best, the best of you?


I've got another confession my friend
I'm no fool
I'm getting tired of starting again
Somewhere new

Were you born to resist or be abused?
I swear I'll never give in
I refuse

Is someone getting the best, the best, the best, the best of you?

Saturday, October 13, 2007

FALLING DOWN...

I'm holding on your rope,
Got me ten feet off the ground
And I'm hearing what you say but I just can't make a sound
You tell me that you need me
Then you go and cut me down, but wait
You tell me that you're sorry
Didn't think I'd turn around, and say...
that it's too late to apologize, it's just too late!
I'd take another chance, take a fall
Take a shot for you And
I need you like a heart needs a beat
But it's nothing new for you
I loved you with the fire red- but Now it's turning blue, and
You say... "Sorry" like the angel heaven let me think was you
But I'm afraid... It's too late to apologize,

Saturday, September 8, 2007

CIĘZKO TAK SAMEMU...

o tym, że rzeczywiście dawno ostatni raz cokolwiek tu napisałam świadczą moje kilkuminutowe problemy zalogowania sie na własnego bloga...bo albo hasło nie to, albo gorzej: komp wyświetla:nie ma takiego bloga.....akurat, ja ci pokaże PC!

wątek - porządki....ale nie te półkowe, bo ciuchy znów się walają po kontach i w szafach, choć dziś sobota (w rodzinnym domu w tym dniu zawsze każdy ze szmatką w swoim pokoiku zasuwał dość ostro po całym tygodniu..ale było miło: śmianie ze smoczycą co się obijała i z mamą, która zdążyła w tym czasie przejechać pół domu kiedy my raptem półki z kurzu przetarłyśmy..


hmmm troche odbiegłam od tematu , ale fajnie do dzieciństwa się wraca...bo BEZTROSKO WTEDY BYŁO...:) więc : nie tak bardzo odbiegłam od tematu :)

powrót do porządkach....tych, które zajmują więcej czasu niż przejechanie szmatką po mebelkach. Mowa o tych, które odgrzebać mają człowieka, tzn. siebie...


Mój bardzo dobry przyjaciel ma takie okresy w roku, w których mówi, że :wszystko jest bezsensu, do dupy", słowem depresyjaa. I ja wtedy wiem : "oho, Misiek ma fazę i będzie AKADEMIA PLATOŃSKA, tzn. dużo naszej fajnej filozofii":) dzięki ci Misiek za nią, bo pewnie teraz będzie jej już mniej....

I widzę teraz, że te okresy nie są takie całkiem wydumane egzystencjonalnie, bo są to dni, w których zmuszeni jesteśmy się skupić właśnie na Sobie...i ja taki okres (nazwijmy go jesiennym, bo i pora roku na to dobra )od kilku dni mam.


męczy mnie pewne ostatnie wydarzenie : BYĆ czy MIEĆ?
które gniecę w sobie,
a które PRZEZ KILKA ostatnich DNI ZAPRZĄTAŁO MOJĄ GŁOWĘ , DO DZIŚ








Choć rodzice wpajają nam pewne rzeczy, zasady, to mam wrażenie, że jako dzieci co najwyżej jesteśmy je wstanie liznąć, przyswoić powierzchownie, nie zawsze rozumiejąc co z czym i jak, do czego. Dopiero, gdy za siebie odpowiadam tylko ja (w tym znaczeniu, że nie jest już tak beztrosko ) można mówić o lekcjach : "parz sie sam na swoich błędach, aby być mądrzejszym i wiedzieć jakim człowiekiem jesteś".

Mam wiele zasad w życiu i umiem z nimi żyć ( choć coraz częściej się okazuje , że inni z nimi nie, co mnie męczy, zwłaszcza gdy są to najbliżsi mi ludzie ). Sądzę nawet, że niektóre z nich mnie wykańczają, np. ogromne poczucie sprawiedliwości i szczerości, przez które nie raz mocno oberwałam w sensie " towarzyskim", nadszarpneły moje zaufanie do kogoś, bądź spowodowały, że komuś dałam odczuć :Nie, człowieku nie lubię cię, bo Ci z oczu źle patrzy i omijam takiego delikwenta/ kę szerokim neutralnym łukiem.

Niektóre z nich przydałyby się (jak sądzę) innym - jak lojalność i uczciwość, a niektóre z nich sama chętnie bym się pozbyła: moja upartość niczym koza.

Niestety, dzięki ostatnim wydarzeniom wiem, że mam i takie, które są całkiem do bani ! serio, całkiem do bani i musiałam zapodać sobie troche tej filozofii sama, trując się przez ostatnich dni kilka i rozkminiając to co się stało, by zrozumieć dlaczego poszło źle? Doszłam jednak dziś do tego, że to bezsensu (filozofia przyjaciela). Bo i po co ? Bo czy jakakolwiek fiozofia rozkmini "stick to your rule "??cZY WARTO? OTÓZ nie!!


Bo czy warto BYĆ kiedy można NIE MIEĆ?


NIE MIEĆ Najlepszego przyjaciela?



Z którym prócz "cześć" codziennego, podzielić się chce czymś więcej... :)






Pieprzę więc te zasady, mówiąc:





Tysia.....


Monday, April 2, 2007

MAMUSIA I LEA:)




LEA ma już prawie miesiąc i jest cudna:)


sliczny z niej bobasek...
dlugie lezakowanie!też bym chciala:)


































Friday, March 23, 2007

ja i że co? hm.? no tak ! to mogę być ja ! ha ha

...rumienię się jak czytam rubrykę horoskop bo raz,że sama się dziwię po co to czytam, a dwa jeszcze bardziej gdy okazuje się że ktos mnie ( czyt. mój znak) bardzo dobrze od podszewki zna..

no to dzielę się sobą z wami :)

ogólnie ci co mnie znają - może stwierdzą, że jest w tym prawda ,a może nadeslą nowe spostrzeżenia o mnie, bueheheheheh
no to zaczynam:



Twoja szafa
morusco: / OT TAK, CZASEM TO CZUJĘ SIĘ JAK " BUSZUJĄCA W ZBOŻU" nic nie można znaleźć/

to skarb dla adepta krawiectwa i przyszłego kreatora mody. Od wczesnej młodości zbierasz ciuszki tak gorliwie, że w końcu masz w domu niezły magazyn. Zawsze znajdziesz rzecz, która stylem lub fasonem pasuje do innych. Lubisz styl retro, fascynuje Cię moda lat 20-tych, 50-tych, kiedy kobiecość, perfekcyjne krawiectwo oraz wyrafinowanie, królowały w projektach kreatorów mody.
Twoje wyczucie koloru jest bajeczne. Już jako przedszkolak intuicyjnie wiesz, że chusteczka do nosa musi być w tym samym kolorze, co skarpetki i piórnik w tornistrze.
Waga to ekspert w doborze dodatków. Kapelusze, rękawiczki balowe, satynowe haleczki , gorsety - rzeczy dziś prawie zapomniane, znajdą się w szafie Wagi. Preferujesz zawsze styl subtelnej elegancji, wolisz nosić sukienki, długie płaszcze, frywolne bluzeczki i małe chanelowskie kostiumiki, niż rzeczy sportowe. Twoje ciuszki muszą być unikatowe i najlepszej jakości, często są więc bardzo drogie.
Waga nie jest niewolnicą mody, nie traktuje obowiązujących trendów jako wyroczni. Jej podstawowym celem jest podkreślenie seksapilu i kobiecości. Jako typowa Waga wolisz stroje powiewne, miękkie materiały - atłas, jedwab i szyfon podkreślają dodatkowo ich subtelność.
Twoją urodę najpiękniej dopełniają barwy o nasyconych, pastelowych odcieniach z palety błękitów, różu, zieleni. Pasują Ci też oryginalne geometryczne desenie, przepadasz za groszkami i wzorami kwiatowymi na materiałach..
Dużą wagę przywiązujesz też do bielizny - koronkowe, frywolne i eleganckie staniczki - zajmują sporo miejsca w Twojej garderobie.






Twój uwodzicielski wabik
morusco:/ W KOŃCU MÓWIĄ OD RZECZY!/ha ha

Astrologia podkreśla, że największym wabikiem erotycznym Wagi, jest ta część ciała, która wdzięcznie kończy plecy.
Pośladki zawsze zwracają Twoją uwagę, także po cichu analizujesz ich wygląd u partnera. Waga lubi nosić takie stroje, które subtelnie podkreślają tę cześć ciała. Nigdy nie będzie to prostacka mini ledwo zakrywająca widoczne majtki, raczej wdzięczna spódniczka lekko ciasna w biodrach.
Wabisz i kusisz swoich wielbicieli wyszukanymi zapachami. Jesteś największą fanką perfum wśród zodiakalnej braci.
Twoje zapachy zawsze muszą zawierać silne nuty kwiatowe i mimo że, chętnie próbujesz modnych nowinek, to na stałe przywiązujesz się do jednej marki, najczęściej związanej z firmą Chanel, np.Chanel no 5.
Natomiast zapach frezji i lawendy przypisuje Ci tradycja astrologiczna. Wpływają one dobrze na Twoją urodę, samopoczucie i znakomicie relaksują wieczorem jako dodatek w kosmetykach po ciężkim dniu.






Słabe punkty i wpadki
morusco: / ŻE TEŻ I O TAKICH DROBIAZGACH PISAĆ MUSZĄ, EE TAM ....SKUPMY SIĘ NA TYCH DOBRYCH....tzn. starajmy się je odszukać he he, chyba gdzies są poniżej,a jak nie - TO SAMA DODAM... ha haha /


Waga, jak przystało na znak powietrzny, to osóbka błyskotliwa i bardzo inteligentna. Wielką tajemnicą pozostanie fakt, dlaczego tak łatwo wierzy w różne kosmetyczne cuda.
Często jej kompleksem jest wystający brzuszek. Zamiast jednak zwalczać jego wypukłości gimnastyką pod okiem trenera( „pora na potwora”) serią wyczerpujących ćwiczeń, odpowiednią dietą, ona szczerze wierzy, że cudowna pastylka spowoduje jego zniknięcie po jednej nocy. Elektroniczny pas wyrzeźbi w tydzień pod żebrami wdzięczny kaloryferek, a super krem zapewni błyskawiczne ujędrnienie. Wydaje na te specyfiki fortunę, zajada się ciastkami i jest szczerze zdziwiona, że obwód talii nie zmienia się ani o centymetr.

morusco:/ bardziej niż o plaski brzuszek to ja martwię się o te biodra/ha ha ha
no i te dodatkowe 2,5 kg na wadze od powrotu z USA...:)
( przecież i tak wam nie powiem -ile to tych kg jest na prawdę)






Ruszaj się dla zdrowia i urody

morusco: /AKURAT,ruszaj sie ruszaj... A co to ja SLOŃ?
NO WIECIE SPORT- TO COS BEZ CZEGO DA SIĘ ŻYĆ- NO ALE, ZAWSZE W SPA MOŻNAby bylo SIĘ PORUSZAĆ... A WIADOMO TAM JEST WYGODNIEJ / ha ha

Co tu wiele kryć, za sportem Wagi w przeważającej ilości nie przepadają.
Gry zespołowe, pot sportowej walki i zapach tenisówek na boisku, to bolesne wspomnienia ze szkoły. Jeszcze ewentualnie balet, gimnastyka, szermierka są do przyjęcia.
Wagi lubią jeździć na łyżwach,plywać ale przede wszystkim tańczyć. To dla nich najlepsza forma ruchu, bo pozwala na flirt, ładny ciuszek i szpileczki.
Jako dojrzałe osoby Wagi odkrywają czasami walory golfa, rozkochują się w tym sporcie tak mocno, że stają się jego żarliwymi propagatorami.






JA I EROTYKA

morusco:/ ŻE CO PROSZĘ? NIE ZNAM.../

Wydajesz się z początku nieco odległa. Patrzysz na świat przez pryzmat intelektu. Lubisz błyskotliwe rozmowy, okraszone czarującym uśmiechem. Miłość jest dla Ciebie wytworną figurą walca. Ważne jest wszystko - nastrój, harmonia i uroda kochanka. Jak w tańcu pełnym gracji - starasz się odpowiadać tą samą miarą - uśmiech za uśmiech, wyznanie za wyznanie. Nie zainteresujesz się mężczyzną, który mówi za głośno lub ubiera się bez smaku. Poszukujesz kogoś, który będzie dla Ciebie tym, czym jest kunsztowna oprawa dla kosztownego klejnotu. Zdobywasz go, wykorzystując wszystkie atuty w grze - urodę, wdzięk i towarzyską ogładę. Potrafisz prowokować, niepokoić, zastawiać miłosne sidła. Zdobywając Ciebie, warto pamiętać o komplementach (Twój apetyt jest w tym względzie przeogromny) oraz o rozrywkach i towarzyskich przyjemnościach. Uwielbiasz bowiem przebywać wśród ludzi.





Miłość to dla Ciebie rodzaj sztuki. Kontakty z mężczyznami pełne są harmonii, ale przypominają pejzaż namalowany ręką artysty - na pierwszy rzut oka zachwycający, a jednak (jak każde skończone piękno) odległy i zimny. Lubisz słuchać pięknie brzmiących słów i gotowa jesteś uwierzyć, że mówienie o miłości, to właśnie cała miłość. Obiegowa opinia o tym, że jesteś partnerką idealną, wydaje się nieco problematyczna. Jeśli chcesz, potrafisz stworzyć czarującą atmosferę lecz pod uroczym, zachęcającym uśmiechem kryje się czujność zawodowego myśliwego. Unikasz słów "zawsze" i "nigdy". Nie lubisz dokonywać ostatecznego wyboru. Czujesz wtedy, że tracisz coś, czego, jeszcze nie zaznałaś. Oczywiście i Tobie zdarza się wpaść po uszy, niestety nie zawsze historie te kończą się happy endem. Mężczyźni w Twoim typie biegli w prawieniu komplementów, obdarzeni urokiem, pełni erotycznej fantazji, należą najczęściej do gatunku, który sprawdza się w romansach fascynujących, burzliwych i krótkich. Miewasz więc na swoim koncie wzloty i upadki, zdarza się, że wielokrotnie zakochujesz się i odchodzisz rozczarowana.







Twój seksapil łamie serca mężczyznom. To niewątpliwe! Ty jednak jesteś ofiarą sprzecznych sił. Im prędzej to zrozumiesz, tym prędzej złapiesz równowagę. Nie cierpisz na seksualne zahamowania lecz namiętności poddajesz estetycznej ocenie, niczym na egzaminie do Akademii Sztuk Pięknych. Tymczasem w sypialni pośród płatków róż, tomików poezji i zapalonych świec, wciąż nie znajdujesz tego, czego wciąż szukasz. Nie istnieje ładny seks, ani estetyczne pożądanie! W głębi duszy czekasz nie na poetę, lecz na mężczyznę z krwi i kości, zdolnego by wreszcie wpuścić do Twej sypialni instynkty pozostawione za progiem! Tylko prawdziwy, namiętny, pozbawiony ozdobników seks jest tym, co może Cię zaspokoić. Bardzo wrażliwą częścią Twego ciała jest dolna krawędź pleców, miejsce, gdzie zaczynają się pośladki. Gdy partner dotknie ich w tańcu, z pewnością Cię to poruszy.



Gdy znudzą Cię romanse i trafisz wreszcie na swoją drugą połowę odkrywasz, że słowo "razem" nadaje życiu jego właściwy sens. Twoje poglądy na małżeństwo są dość konwencjonalne - ślub jak najbardziej, nie odmówisz sobie przecież bukietu białych róż i powiewającego na wietrze śnieżnobiałego welonu. Małżeństwo uznasz za udane, kiedy otrzymasz dokładnie tyle ile dałaś - nie jesteś zaborcza. Poszukujesz zgody, kompromisu, estetycznego otoczenia, urządzonego elegancko mieszkania i częstych kontaktów z ludźmi. Potrafisz być szczęśliwa. Codzienne życie w części składa się z zajęć, o których nie chcesz mieć pojęcia. Bardziej niż gotówka, interesują Cię piękne przedmioty i stroje, które można za nią kupić. Dlatego najszczęśliwsza byłabyś z mężczyzną, który rozpieszczałby Cię i traktował jak małą dziewczynkę. Rzecz jasna bajki o królewnach i ich rycerzach nie zdarzają się co dzień, jesteś jednak na tyle inteligentna aby ułożyć życie w satysfakcjonujący sposób. On zyska w Tobie elegancką, czarującą partnerkę, obdarzoną poczuciem piękna. Nie wytrzymałabyś z pesymistą, odludkiem, a także z kimś, kto uważałby przybytki sztuki za miejsca dobre dla snobów i nudziarzy. Na szczęście związek z kimś takim nie wydaje się w ogóle prawdopodobny.




Waga jako lider

morusco:/ eee,poproszę inną rolę/

Odpowiedzialność trochę ją przytłacza. Lepiej czuje się jako pracownik dyplomacji, mając określone zadania. Jeśli decyduje się być liderem, w kręgu jej zainteresowania znajduje się pokój na świecie, kultura, dążenie do ocieplania stosunków międzypaństwowych.

Zalety - urok osobisty, poczucie sprawiedliwości.
Wady - niechęć do ponoszenia odpowiedzialności i robienie uników.





Jest szczery, ma dużą siłę przebicia, zdolność do robienia interesów. Jest otwarty na świat, rozumie ludzi i ich sprawy, ma talent dyplomatyczny. Odznacza się poczuciem sprawiedliwości i swobodą poglądów. Ma własne zdanie, które trudno podważyć. Rozważa każdy problem, a decyzję podejmuje po głębokim zastanowieniu i wnikliwych konsultacjach. Słabą stroną Wagi jest wahanie się przed podjęciem decyzji. Często przecenia swoją wartość i możliwości.

JeJ motto to: Łagodzę i toleruję.

Jakim byłby szefem?
Sprawiedliwym, tolerancyjnym, bezspornym, potrafiącym pójść na kompromis, ale bywa też zbyt pewny siebie i zarozumiały.

morusco:/ piórka mi rosną...:) /

Motto Wag : Porównuję.

morusco:/ no tak, prawda: ciągle spogladam na męskie tyleczki i je porównuję/ ha ha

Twoja karta to: DIABEŁ

Jesteś osobą bardzo zaradną życiowo. Dzięki Twojej śmiałości, sprytowi i uporowi z powodzeniem osiągasz w życiu to co chcesz. Masz duże ambicje, lubisz życie w luksusie pełne wyszukanych rozrywek. To co przynosi Ci dużą satysfakcję to zdobywanie i posiadanie. Robisz to za wszelką cenę nie przebierając w środkach.
morusco:/ eee, no tu przesadzili- przecież jak Doda Elektroda nie jestem /bez talentu a ryczy ../

Jeśli jednak nie uda Ci się dopiąć swego wpadasz w złość. Twoje wybuchy gniewu są w stanie zniszczyć w jednej chwili to, co przez długi czas pieczołowicie budowałeś. To co pcha Cię w życiu do przodu to rozmaite pokusy i zachcianki od których się uzależniasz.

morusco;/ no i masz- a jednak I'm addicted/

Posiadasz w sobie wiele sił i energii dzięki którym możesz w życiu podejmować się przedsięwzięć wymagających ogromnego samozaparcia, wytrwałości i wysiłku.
Główną motywacją w wyborze zawodu czy też pracy jest wysokość wynagrodzenia jakie dostaniesz. Jesteś w stanie wykonywać każdą pracę, która da Ci pieniądze, władzę i pozycję. Wspaniale poczujesz się w roli biznesmena, prawnika albo bankiera. W związku partnerskim osoba, której kartą życia jest UMIARKOWANIE, będzie miała na Ciebie łagodzący i harmonizujący wpływ. Jej cierpliwość i wytrwałość będzie też przeciwwagą dla Twojej porywczości.




morusco:/ o BOŻE, CO TEŻ JA WYSSALAM Z MLEKIEM MATKI, RANY BOSKIE...- DIABELKA/
dzięki Bogu- moja najlepsza przyjaciólka TYSIA MA KARTĘ ŻYCIOWĄ "UMIARKOWANIE"( no to jest jeszcze szansa,że będą ze mnie ludzie) ha ha







cichaczem :


Jak kochać Wagę?
Godząc się z faktem, że się nie zmieni, choć jej humory trudno zrozumieć.
Jak z nią rozmawiać?
Posługując się metaforą: lubi przedstawiać świat w obrazach, na których odgrywa rolę bohatera.
Jak ją rozszyfrować?
Nawet nie próbuj, Waga jest urodzoną dyplomatką, kiedy napotka przeszkodę woli ją ominąć niż zaatakować frontalnie.

morusco:/ i po co się starasz babo zmienić - jak masz w gwiazdach zapisane : panienka o skomplikowanej naturze/ ha ha


Ona - jak ją zdobyć?
Ujmiesz ją, poprzez subtelność i takt, nienaganne maniery i kulturę osobistą. Wzajemne nadawanie na jednej fali pełni kluczową rolę. Bukiecik kwiatów, rozmowy o lekturach, długie szczere dyskusje. Okazując ciepło zawsze możesz liczyć na pomoc bystrej i zaradnej, choć z pozoru słabej i bezradnej Wagi.

morusco:/ tak, tak - na mnie cool men nie dziala/

Z kim najlepiej będzie czuła się pani Waga?
Bardzo dobrze z: Skorpionem
Dobrze z: Lwem, Panną, Rybami.
Obojętnie z: Bliźniętami Rakiem i Wagą.
Źle z: Baranem, Bykiem, Strzelcem, Koziorożcem i Wodnikiem.
morusco:/ i to tlumaczy, dlaczego z niektórymi nie idzie się dogadać za cholerę/


NO i na koniec dodam:
NO I JAK NA WAGĘ - SWINIĄ JESTEM...

morusco:/ spoko, spoko- oczywiscie tą zodiakalną chińską/ HA HA

PS. OD TERAZ JAK BĘDĄ POTRZEBOWAĆ NA INTERVIEW O PRACĘ MOJE \CECHY OSOBOWOSCI BĄDŹ WIECĘJ INFO odesle wszystkich do horoskopu!!

morusco: / NO PRYCHAM ZE SMIECHU JAK TO CZYTAM../

KOGO DO SIEBIE ZRAZILAM, A KOGO ZACHĘCILAM RĘKA DO GÓRY! ha h ah ah a

Wednesday, March 21, 2007

Tuesday, March 20, 2007

móc pożądać ten owoc dojrzaly

zapomnieć, że w smaku gorzki jest

oczy przetrzeć z łzy rozkoszy

i tango życia bez doswiadczenia zatańczyć z nim








gejszą dla niego niewinną być,

prozakiem szczęscia, co dziala i w dzien i w noc,

mysleć, że tylko ja i on i my,

i nie wiedzieć czemu - tak ot, kochaną być...

Friday, March 9, 2007

nasza LEA:)




wowwwwwwww!!!
a oto nasza mała niunia LEA - córeczka mojej siostry !
eh... gratuluję wam Ecia i Andrzej:)
no i Olivii -ciacianej siostrzyczki...
no i sobie - bo będę CHRZESTNĄ!!:):) hihihihi






AŻ SIĘ PORYCZAŁAM:)
jak sobie myslę o tym ile starań i lat czekania...


"Patrząca w niebo"
urodzila się 5 marca 2007r.
o godz. 20:00
i jak na kobietę przystalo :o wadze koliberka:) ha ha





CHRZESTNĄ BYĆ TAKIEJ MYSLICIELKI:)no no no

Monday, March 5, 2007

PARCIE NA SZKŁO

umiejetne mowienie o uczuciach wczoraj i dzis...
jeszcze nie tak dawno moj przyjaciel nazwal moje blogowe pisanie wierszy( bo wczesniej i taki blog "wylewny" mialam) i tak w ogole tego co pisze o uczuciach- moim ekshibicjonizmem i zbytnim pokazywaniem intymnosci.
Wtedy nie rozumialam dlaczego tak mowi i o co mu chodzi.
Dzis widze, ze jest on genialnym przykladem przemian jakie nadeszly w sposobie pojmowania uczuc, mowienia o nich i ich publicznym wymawianiu.
"Dziś mówienie o poważnych uczuciach uznawane jest za przejaw ekshibicjonizmu albo objaw słabości" czytam w artykule, do którego link poniżej.



Jak Polacy o seksie nie mówią
What they say...

You speak out all you feel is defiance
All you need is some self-reliance
Cuz this world is gonna always try us
And all you wanted was to run for cover
Well here's looking to yourself and no other
We're all searching for that special something
And we keep on running

We all have the choice to take the lead or follow
I want to feel the light shine on me

You wanna spread your wings but you're not sure
Don't wanna leave your comforts
Wanna find a cure
We're afraid of who we see in the mirror
We wanna let got but it feels too pure
Who wants to be alone in this world?
You look around and all you see is hurt
But the light it always guides us
If we move with a little trust

You're so afraid of what people might say
But that's okay cuz you're only human
You're so afraid of what people might say
But that's okay you'll soon get strong enough


A diamond don't define what shine is
I don't need a Rolex to know what the time is
You got your,let me find what mine is
I'm a survivor look how strong my mind is
I stand on my own it's all me
Regardless of whatever they call me

cuz I'm not afraid of what people might say
I already know- I'm only human and I follow it
cuz I don't want to be afraid of what people might think
I wanna feel- I'm strong enough to exist here!

so what they say?
I don't know
I learn-do not care about it!

Monday, February 26, 2007

i nic i nic

wchodzę by co napisać i wychodzę bo beznajdziejnym wydaje mi się to co piszę...
szaro za oknem i szaro cos u mnie...
zgodnosć z naturą i chyba tylko z nią widzę, bo ostatnio w dysharmonii żyję sama ze sobą,...
przerastają mnie rzeczy, z którymi muszę się zmierzyć w najbliższym czasie i otępiają mnie one strasznie. a zbyt ważne są by je tak olać,
to jak chcieć a nie móc. bezsens.
bzdurą się przecież to wydaję i marną wymówką, no więc szarpię się sama ze sobą i z tą niemocą.
i mówię:
bo mi się nie chce,
bo nie wiem jak,
brak mi weny,
brak mobilizacji,

jakby powietrze ze mnie uszlo
albo cos pochlonęlo mój zapal..
hm...?
chyba przesilenie wczesno-wiosenne
i tak sobie o tym nieróbstwie pomyslę..

Tuesday, February 20, 2007

gra w życie i przetrwanie...

/c.d dominantus maximusa - bo ten wątek mi spokoju nie daje/

czy te umiejętnoci asymilacji i afirmacji przez duże A nie staly się dla was dzis sztuką ograniczenia szeroko rozumianej indywidualnosci ??? dla mnie tak !
tzn. umiejetnosc manipulacji ludzmi przez nazwijmy to silniejszego i ząglowanie umyslem slabszego- doprowadza w koncu do uleglosci tego ostatniego,jego przystosowania się do życia na sposob silniejszego, jakiegos dopasowania, czyli w rezultacie szeroko rozumianego konformizmu.

a jesli silniejszy wygrywa czy to w slowie czy przemocą to jest to dla mnie podwalina dla jego dalszej checi zawladniecia czlowiekiem i dominacji nad nim.
i teraz inny mechanizm, który w sposob bardziej ucywilizowany ( bo w jakies ramy czy tez realia spoleczne osadzony) prowadzi do podobnej proby kontroli:
uleglosc pewnym spolecznym nakazom(wymogom) + "zgoda na to wymuszone dobre" w celach dopasowania się, czy też latwiejszego życia( dla swietego spokoju nawet) jest niczym innym jak proba zabicia odrebnosci. Bo jesli wszyscy zaczniemy myslec wedlug jednego emblematu doprowadzi to do zera kreatywnosci! i ja nazwalabym ten proces: pochlanianiem jednych przez innych.






wiec pytanie. Kto wymyslil slowo asymilacja i dla jakich potrzeb, a kto asertywnosc i z jakich przyczyn?
czy to pierwsze zrodzilo się z checi eliminacji indywidualnosci a to drugie dalo furtke by nim mimo wszystko byc?
nawiazuje do przyklady gdzie :dzis jesli twoj system wartosci jest przestarzaly( bo wierzysz w szczerosc, dobroc ludzka i nie daj bog w zero machlojeki zero korupcji by zaistniec na rynku itd.) i ten twój system nie jest skonfrontowany z rzeczywistoscia i realiami i tym jak dzis sie zyje, czyli tak naprawde niepodporządkowany, bo nie chcesz zeby taki byl a te realia mialy jakikowiek wplyw na twoje zycie to raz, ze bedziesz sie czul w miare uplywu czasu jak niezreformowany glupek, watpil w siebie i to co wierzysz, to jeszcze z poczuciem alienacji i przeswiadczeniem, ze wypadniesz z gry co sie "zyciem i przetrwaniem" nazywa jak nie bedziesz jak inni.





wiec pytanie : czy oplaca sie nie byc zresocjalizowanym jesli nagrodą za "sztuczna asymilacje " bedzie "normalne" zycie w spoleczenstwie?
i drugie pytanie : czy bedzie sie mimo to dalej soba, ale nie juz idelista, czyli tak naprawde quasi- soba ?
i trzecie- czy w dziesiejszym swiecie oplaca sie mimo to byc INNYM i asertywnym?
i czy w dalszym ciagu - wszyscy jestesmy badz umiemy byc chrystusami?



ps. niech nikt mnie nie zrozumie zle za uzyte przeze mnie slowa, brak logicznosci i spojnosci jesli takie wystepuja, i brak poprawnosci stylicznej, jesli kogos to oczywiscie razi,

Monday, February 19, 2007

DOMINANTUS MAXIMUS..

w jakie układy należy wejść aby w zgodzie ze sobą być i żyć?
gdzie kończy się swoboda działania, myślenia a gdzie zaczyna społeczny mechanizm pętający?
myśleć szablonowo mimo tego, iż wolnym masz prawo być
wkomponować swój pogląd w obecne realia, głoszoną naukę,
w jakąś prawdę obiektywną, czy jakieś niepodważalne źrodło wiedzy-
bo nic co twoje, nie ma prawa głoszonym być
czy tak chcemy żyć?
Bo jaką pewność można mieć, że to prawdziwy ja czy ty w swym słowie, mowie ciała i gestach-
gdy nauce pewnych schematów - społecznie poddawanym już się jest!
i znowu- co trzeba zrobić by uwolnionym od tego żyć?

"sztuka asymilacji"- nowy rodzaj ograniczenia, tyle że w piękne słowa ubrany!



nie rozumiem tych, którzy w zniewoleniu innych (psychicznym, fizycznym, słownym, pogladowym, religijnym) - dominację swą upatrują.
jak nisko człowiek jest w stanie upaść, by chcieć dominantus maximusem dla innych się stać?
posłuszeństwo wyegzekwować przemocą, w stan anomii wprawić i uzurpować sobie prawo do zawładnięcia inną wolną istotą?
mysleć- jak mądrzejszy,
czynić- jak silniejszy,
działać- jak sprytniejszy,
być- no właśnie jak kto? jak inny, czy ja, czy jak on ?
i znowu- co trzeba zrobić by niezdominowanym być?

"sztuka afirmacji" - wymuszenie w pięknym słowie ukryte,


czy nie moglibyśmy pozwolić,
- by każdy, tak jak chce seksualność swą odkrywał,
- na swój sposób żył?
- by z sumieniem czystym kładł się spać?
- zgodnie z wiarą w coś, kogoś trwał?
- w swych poglądach poszanowanym był,
- w żadne układziki nie zmuszonym wtargnąć był?
- popełniać błędy mógł, a nie nieomylnym się stać?
i znowu- co trzeba zrobić by sobą być?

"sztuka akceptacji"- trudna droga ku oswobodzeniu umysłu i ciała

Friday, February 16, 2007

karnawał




JEDZĄ, PIJĄ, LULKI PALĄ...

wykorzystać ten czas można cudnie zawsze
by w szaleństwie nocy kilka spędzić,
wytańczyć każdą troskę codzienną z ciala,
bez tchu, póki sil starczy,
i mlody i starszy pięknym poczuć się może,
przebrać figlarnie i stać inną postacią,
zamaskować przy tym swe lico szatą strojną,
I upojnych chwil przeżyć kilka ze smaczkiem...

Thursday, February 15, 2007

tłusty czwartek...






wersji jest kilka:

/stać w kolejce od rana godzin kilka
i rozmawiać z ludźmi o bożym swiecie przy tym...

/piec od rana okrąglutkie badź zamówić tuzin gotowych...

/rozsiąsć się wygodnie w ulubionej kawiarence
posród ulubionych twarzy i koniaczkiem najpierw zalać wątrobę...

cel ten sam:

legalnie pączkować~!
ha ha ha


smacznego życzę!

istota ludzka

Są tacy, co tęskniąc-
wytrwałymi być muszą...





Tacy, którzy czekając-
zauważeni nigdy nie będą...





Są tacy, co niepewni siebie -
tożsamosć poszukują...




Tacy, co nie chcąc zmian -
kochają siebie...




Tacy, co by zdobyć-
długą drogę przebyć muszą...




Tacy, którzy kochając ludzi-
naprzeciw barierom wychodzą...




Są też zaslużeni-
którzy pomalu w niepamięć odchodzą...





Tacy, co z przyjaźni-
moknąć dniami potrafią...





Tacy, co narodziny -
cudem nazywają...







I KTÓRZY SZCZĘSCIE -
RUCHEM WYTAŃCZYĆ POTRAFIĄ...


Tuesday, February 13, 2007

obraz człowieka współczesnego

Zewnętrznie:
-nauczony by pędzić przed siebie bez tchu,
-chlodny nawet w objeciach bliskiej osoby,
-walczący o skrawek tego pochmurnego nieba,
-ukrywający kazde niepowodzenie,
-a myslami w planach na odpoczynek,

Wewnętrznie:
-strachliwy co przyniesie jutro,
-przytloczony oczekiwaniami,
-bezsilny gdy ginie w tym tlumie,
-ale z wiara w kieszeni,

W rzeczywistosci:
POGUBIONY W TYM SWIECIE CYBORGA CZLOWIEK, STWORZONY NA OBRAZ BOGA!

a przecież wszystko panta rei i nikt nam już czasu nie zwróci
/jedyna rzecz, której kupić się nie da/
impossibilito krzyczę jak się na ten popaprany swiat patrzy!

Monday, February 5, 2007

dziwne zdrzenie ze swiatem, do którego należę,
jeszcze dziwnej opuscić ten, do którego się przywykło( dzis myslę),
wszystko cieszy, co tu mam
i jednoczesnie wszystko smuci co opuscić musiałam
przeklęty czas robi swoje, miesza mi teraz w głowie
ale przeklęta i ja, że się uwiesć mu dałam...

mój upadły aniele co tkwisz dalej w tym maraźmie
miej siłę - gdy ja już jej tu mieć nie będę,
za niedługo czas zrobi ze mną swoje...



http://www.youtube.com/watch?v=kcvfS_szMUY

Monday, January 29, 2007

/samo życie/

Czasem myślę, że amnezja by mi się przydała.
By jak dziecko od nowa stawiać kroczki w poczuciu, że jest się "tabula rasa".
By cieszyć się każdą, małą wygraną i nie przejmować się drobnym upadkiem i stłuczonym noskiem. I zacząć wiele rzeczy od nowa. A może by umieć je naprawić?
Każdy z nas przecież tworzy własne stronnice życia. Swój tom! A ja bym nowy rozdział nadać mu chciała.
I wyobrażam sobie to tak:
Kupuję bilet na dworcu. Ale on wyglada dość dziwnie, niestandardowo.
Mój jest z napisem "amnezja-podróż do neverland". Nie ma na nim wybitej daty, zniżki studenckiej, ani miejsca, do którego jadę. Jest tylko okropnie horrendalna cena i czas odjazdu.
No i peron, z którego ten odjazd mam.
I nawet paragonu nie ma, by w razie czego zareklamować podróż, jak się nie uda.
Stoję na peronie minut kilka a obok mnie ogromny bagaż. Ledwo co udźwignąć go mogłam.
Cała drżę z podekscytowania co też nadjedzie i co też ta podróż mi przyniesie.
I w głowie pustkę mam. I Zero pomysłu.
Tuptam z nogi na nogę, bo jeszcze uciec można..Tyle, że myślę sobie -ten bagaż za ciężki by zrobić odwrot. Zostaję! Za dużo się napociłam by go tu dotaszczyć.
Na tym samym peronie kilku takich jak ja jest. I przez myśl mi przechodzi" Czyżby Każdy czekał na ten sam pociag, co ja? hm..?
Nie pisze na szyldzie dokąd jedzie, więc trudno mi to ocenić .
Kukam więc by rozeznanie jakie zrobić. Szyja żyrafia mi się robi. I zaglądam przez ramię temu Panu, co obok mnie śiska spoconą ręką bilet z napisem: "odwyk- back to my life".
Widzę też Nastolatka zdenerwowanego jak ja. Więc pytam dokąd jedzie, a on świstek z napisem
"egzamin-studia międzywydziałowe" mi pokazuje.
Uuu, ciężko ci aniołku będzie, ale mówię to tylko sobie.
I nawet rodzina jakaś jest i pies.! Tabun ludzi.
Ale robi mi się lżej na ich widok, choć nie wiem sama czemu.
No więc stoi Pani koło 40stki. Pewnie Mama. Sucha, zestresowana ale zadbana. Coś czyta.
Och ja głupia książki nie wzięłam. Sama się karcę.
I obok niej- trójka dzieci. Bliźniaki, co się biją. Łobuzy! Strzeż Panie, żeby takich kiedyś nie mieć rozrabiaków. I mała dziewczynka, co obwarzanka przegryza. Sama bym coś chętnie wszamała myślę, bo stres ze mnie śniadanie już wydarł.
I w końcu Pana też widzę. Takiego, co się koło mamusinej spódnicy pelęta.
W szarościach ubrany, a piękny letni dzień jest.
To pewnie tato. Inaczej być nie może. Nie mogło! Może?
Trzyma on bilet rodzinny, ale ja nie widzę co na nim pisze.. Za daleko jestem. A szkoda.
Wtem gwizd pociagu. Serce niemal wytrzymać już z przerażenia nie może i mówię do siebie
samej: shut up!
Tyle, że chyba głośno to powiedziałam, bo się ludzie na mnie dziwnie popatrzyli.
Nadjechał. Mały, dziwny wręcz. Tylko z dwoma przedziałami.
Najwidoczniej nie wielu śmiałków nim podróżuje.
I za takie "małe COŚ" taką cenę zapłaciłam?! Złość mnie ogarnia.
Ale cóż, trzeba wsiadać, niepewnie dość samej sobie to mówię. Kolejka do wejścia się robi. Kulturalna. Nie to co zwykle, bo każdy jakby z obawą do niego wkracza.
O, i ktoś zwiał, tzn.nie wsiadł. Widziałam jak odchodzi.

...

Miły pan konduktor bilet każdemu by sprawdził i usadawił. I nie byłoby już odwrotu !
Bagaż pomogłby wtaszczyć.
Usadawiłabym się przy oknie, sama w przedziale. I jakoś by mi to nie przeszkadzało. Muzyka w tle by grała. To dobrze!
I patrzyłabym przez szybę już usadowiona, ilu takich jak ja wchodzi do środka. Ilu ludzi się
spóźni. A ilu stchórzy- odchodząc.
I zauważyłabym, że namnożyło się ich sporo. Tych wsiadających, jakby powychodzili niewiadomo skąd.
Oczy bym zamknęła by jakiś plan szybko zrobić i usłyszała po krótkiej chwilce, jak chłopiec wchodząć do mojego przedziału swym krzykiem się rozpycha i mówi: ja siedzę koło okna Remku, a ty tu obok niej tzn. mnie.
Popatrzyłabym na niego spode łba, brwi przy tym zmarszczyła i mruknęła pod nosem cholera!
Ta sama rodzina, którą na peronie przyuważyłam. Pięknie !
Nie wiem ile godzin jechać będę i tu oni. Eh!..
Za dobrze by było, tak w ciszy samej -bo pewnie i tak niechętnie bym pomyślała o nich sobie.
Wreszcie usadowiliby się i oni.
Pięć minut później tylko gwizd lokomotywy usłyszeć by można było i wykrzyczane przez
konduktora słowo: odjazd!
Ten Pan Zdzisiu (jak by się okazało po przedstawieniu) ścisnąłby żonę za rękę i zapytał
"czy sądzisz, że nam się uda Marysiu?"
A ona ze łzą w oku by mu odpowiedziała "Wierzę w to, dla dobra rodziny" .
Dzieciaki by się uspokoiły zajęte grą jakąś, a ja w końcu miałabym czas na zaburzoną przedtem
ich nadejściem kontemplację.
Tyle, że problem z ustaleniem na czym to ja skonczyłam pewnie bym miała.
No i dostrzegłabym w jej dłoni ten bilet z napisem " po zdradzie- ostatni ratunek".
I tak trwalibyśmy w ciszy, a pociąg pędził przed siebie i zatrzymywałby się tylko na
niektórych stacjach.
I minęłabym: odwyk, psychiatryk, klinikę porodową, uczelnie, na której egzamin
ten nastolatek miałby pisać. Stacja kościół nawet by była, bo para młodych by na niej
wysiadała.
I w końcu zobaczyłabym swoją stację z napisem : "amnezja- podróż do neverland"...
Wysiadłabym ze strachem w oczach , a razem ze mna i wielu takich .
I dalej już tylko "tabula rasa" bym była.
A życie samo by scenariusz pisało.


I cóż, wzdycham. Bo pięknie sobie tą podróż do neverlandu wymyśliłam.
Tak własnie móc ją przeżyć.
Tyle, że narazie to byłabym ja. Ta osoba co zwiała, tzn. nie wsiadła do pociągu.
A resztę po "..." umysł mój barwnie dopisał, pogdybując sobie przy tym troszkę.


myslę sobie:
/CZŁOwiek zwierzę- nie uciekając, spróbować powalczyć o swoje musi /

Sunday, January 28, 2007

...

DZIWNE, JAKIE ŻYCIE PROWADZI SIĘ W CUDZYCH SNACH...



Obudziałam się dziś z dziwnym wrażeniem jakbym przeżyła krótką, burzliwą historię swojego życia w cudzym ciele, w cydzym umyśle...tylko imię pozostało to samo.
I nieustannie o tym myślę. Gdy kawę piłam z rana. Teraz, gdy klikając w klawiaturę przechodzę klatka po klatce to, co pamiętam z wczorajszej nocy.
I szukam sensu tak naprawdę tego wszystkiego.
Czy wam też się to kiedyś zdażyło? Prowadzić własne życie w cudzych snach??
hm//
To tak, jakby wyjść bezkarnie z siebie i wtopić się w inną JA.
Poznać jej ŻYCIE.
Rozgościć się nawet w tym innym ciele i nawet polubić w tak krótkim czasie JĄ czyli tak na dobrą sprawę siebie..
Tyle, że zastanawiam się :czy to byłam JA ?
I potrząsam głową z niepewną dezaprobatą (coś jak moje eee.ee.). Bo przeciez JA jestem tu. A ONA tam, w cudzym śnie.
A jednak cudownie mi było, wiecie?
Poczuć, że mogę być inna..
Stać się na krótki czas NIĄ, inna JA ..




Saturday, January 27, 2007

...konformizm/nonkonformizm...

masz tu mocium panie..!

Stwierdzam, że ciężko pisze się bloga. Nie, żeby przemysleń brakowało bo te jakby ciągle napływają. Tyle, że nastawionym się jest często na :
Komentarze, te zza kotary blogowej zwłaszcza, jakby niesmiałe racji bytu poza zasięgiem gremium pozostać chciały..(A szkoda)
Gapiów, co styl twój oceniają. (Czuje się ich oddech na swym blogowym ramieniu)
Krytykantów, co w ramy osadzić chcą przyzwoitosci. (Bo i tacy "konstruktywni" się znajdują)
I wreszcie Dobrych duszków, co wspierają w tym raczkowaniu i nawet czasem aplauzują...

I w sumie, co się dziwić!
Wszystko to i wszystkie te postacie, barwne czy też szare, jakby w istnienie bloga są wkomponowane...
Sztuka dla samej sztuki istnieć przecie nie może, (choć to brutalne)
i tak samo myslę o blogach- każde pieprzniki odbiorców i swych znaleźć muszą...
i choć jako" pieprznikarka"- bo tak myslę o sobie- się z tym godzę, to jednak jakby to teatralnie nazwał " ta publika" rysuje jakis zakres tworzenia.
Nawet wtedy gdy nie chce być zauważalna, a twórca okrojony.
I wydawałoby się, że jest się ponad tym ...
-Z tą swoją wizją (pasją) pisania.
-Ekspresją wyrażania siebie
-Sposobem bycia (trudnym momentami do odgadnięcia) i
-Spostrzeżeniem swiata
/bo jak już dzis napisałam She "SWIAT JEST TAKI, JAKIM OPISAĆ GO UMIEMY/

A jednak był moment: gdy myslałam, że pewnych naleciałosci (niejasnych do zrozumienia ) w swym języku wyzbyć się muszę (dla dobra swego ocenzurować)
a dzis mój ty mocium panie,
Się okazało, że nie tylko ja tęsknie za pewną swą wylewnoscią i nutką porzuconego przez mnie ekshibicjonizmu jak widzę...

I to dzięki szprotce zza kotary blogowej :)


/ nie szukam potwierdzenia mój krzewco upadły,
w sile urosł ten owoc drzewny,
i plony piękne zbierać będzie/

fraternizować się nam zachciewa w dziwny "z prądem czasu" sposób

U Stasia czwartki u nas sobotnie twórcze dysputowanie na she blogu się odbywa..
tak się złożyło..

odsyłam zatem wszystkich czytujacych, kukających i komentujących do she "...to trust myself..."
cuda smieszne się tam dzieją i brzuchy nas już bolą:):)

c'est la vie!

Migrenę taką francuską dzis z rana dostałam od czytania pewnego kipciowego komentarza, co to niby tylko neta plug it in wystarczy by surfować w poszukiwaniu tłumaczenia francuszczyzny i cos na swoim bloczku po francusku skrobnąć aż muszę ...:)

Nawisem mówiąc, już widzę jak pani od francuskiego od tych postępowych herezji na przemian czerwienieje i purpurowa się robi.. ha ha

Ce n'est pas le comment mais le pourquoi de vivre, qui fait notre bonheur...

bonjour francais... ce n'est pas tout bien sur :)

tumanologia

dzis sobie uswiadomiłam, ażeby mieć bloga i w ogóle pisać te pieprzniki trzeba mieć podstawy tumanologii( od tumana bo tak to okresliłam..) o których to ja nic nie wiedziałam i zielononego pojecia nie mam dalej ..(trza na jakis kursik sie udać...) ha ha
A sadziłam, że tylko potrzeba pisania wystarczy.

Friday, January 26, 2007

lot AF051 < chicago-paryż-kraków>

Boniu to się naprawdę dzieje! JUPi:)
własnie potwierdziłam wylot telefonicznie!! W zasadzie robi się to 72 h przed odlotem
(tak wyczytałam na stronce AirFrance) ale tato w swej trosce o moje roztrzepanie i lajcik z jakim do tego wszytskiego przez radosci podchodzę -tak mnie pogonił w rozmowie telefonicznej, że w zasadzie to sama zbaraniałam i postanowiłam się upewnić czy aby to na pewno ja lecę..:)
No więc tak. Jak się już dodzwoniłam tzn. przeszłam przez sito tych wszystkich opcji tel. ( wcisnij 1 jak masz bilet , 2 jak nie masz, 3 jak ... i tak w nieskończenie tego było. A potem jeszcze podopcje do opcji .. szkoda gadać .W każdym razie trwało to sekund kilka.
Ale jak już wspólnie z automatem tel. doszłam do porozumienia to Pani zza słuchawki łamiącym językiem(fran.-ang.) ledwo odtworzyła moje imię cos a'la polski brzmiące.
Grzecznie poinformowała ile bagaży mogę mieć i podkresliła ILU kilogramowe (tak jakby mnie zniała) i w zasadzie to tym samym ograniczyła w planach.
Ale nic ! wisi mi to. Nie takie rzeczy robiło sie już w Londynie tzn. kombinowało z przewozem nadbagaży bez dopłaty:) he he
Bo najważniejsze, że jestem na liscie pasażerów:):) Jupi jej jej! I samej mi jakos od razu ulżyło! No i że siedzonko zaklepałam. Koło okna (może jeszcze jakie fotki z nieba się uda zrobić) . Lepiej przytulić się jakby co do okna, niż jakiegos " ktosia" obok...

COUNTING THE DAYS


Jest chyba taki moment przesycenia w każdej podróży, gdzie ma się ochotę w jednej sekundzie zwinąć manele i niemalże w tym, w czym się stoi (a mam piżamkę, ha ha ) wskoczyć do autobusu, samolotu, auta bądź Bóg wie jeszcze do czego. Byleby dłużej nie pozostać w m-cu, do którego już jawną niechęć się czuje...
bo już się pragnie być gdzie indziej,
bo jest się już niecierpliwym z tęsknoty za swoim życiem, rodziną, przyjaciółmi i m-cami, do których się przywykło.
I ma sie już prawie walizki spakowanie ( raczej upchane ) ha ha...
Nigdy nie sądziłam, że taka sentymentalna będę (do tej pory wyjazdy to był luzik dla mnie )
i że doczekam się tak szybko tych jednocyfrowych liczb w swym odliczaniu (a jest ich dzis 5! hurra hurra!)
I mysle, jeszcze tylko te 5 dni i goodbye wy Amerykanie, hello my Polacy
( choć w wyobraźni tak naprawdę to widzę już jedynkę:) A jednak: Wszystko sobie można wmówić, haha
I na tą mysl szybko lecących dni : koncert o 10 rano sobie własnie w myslach urzadziłam:)
taką swoją arię operową, gdzie w jednej osobie jestem orkiestrą, spiewaczką i dekoracją sceniczną. A mówią, że człowiek nie jest samowystarczalny ..he!

Ah, co za impreza mi w duszy własnie gra :):):)
bo sie już doczekać POWROTU NIE MOGĘ!!!
Tylko nie ma nikogo kto by szampana serwował... (jednak z tą samowystarczalnoscią to grubo przesadziłam..)

Monday, January 22, 2007

z archiwum..

Jedna z moich kum co sie Ania zowie tak mnie dzis rozbawila, ze kolejna kuma - She bedzie miec niezly ubaw jak to opowiem..

Sle Ani linka zeby poczytala te pieprzniki ... i dostaje taka wiadomosc :
--" jakie masz suuuuuper zdjecia na plazy, rewelacja ! tylko jakies strasznie jasne wlosy masz jak na ciebie - zrobilas sie na blondyne ". I taki "??? "na koncu walnela jakby pod rozwage wziela moj rzekomo nowy kolor...

Czytam to i tak se mysle : cztery bite miechy beze mnie no i namieszalo jej sie w glowie ..)
I odpisuje :
--misiu .... "she in me "to nie ja, ( tak samo jak ten blog, na ktorym rzekomo mnie widziala)
--To tylko moja kuma She z jej kolezanka ( wtedy mialam jeszcze nadzieje, ze moze mowi o tej brunetce na zdjeciu ( bo tu sie mogla pomylic, a z ta "blondi" to pewnie tylko zartowala ...)

Na co moj buc( Ania):
--ja wiem debilu maly ze nie ty, twojego przeczytalam, ale na tamtym she to sa zdjecia na plazy i na nich jestes ty, nie ??

Zalamka mysle!! Pomylic mnie z She ?? sorki She (i tak cie kocham) i pisze:
--hmm.?nie !
...to moja she ta blond i jej kolezanka asia ..

Ale to jeszcze nic bo zalamka nadchodzila! Otoz Ania odpisala tak :
--to twoja she?? to podobna do ciebie bardzo!!

Wzdycham i mysle tylko : kochana kuma Ania...:)


PS. A ty She sie nie smiej juz ....:)

dążenie ...

mam dzis od rana tak parszywy dzień, że nawet ciasto jabłkowe jakie upiekłam nie smakuje tak pysznie jak zwykle i myslałam już , że już nic nie ma na tą moją dzisiejszą chandrę... i nawet jakąs przeciwbólową myslałam wziąć..
A tu proszę! Mamucik otuchy- nie widząc nawet o tym -mi dodał.. .
I chcę się podzielić tymi słowani z tymi, którzy może jak i ja, czują się czasem : maluczcy! Oj czuję się dzis taką maluczka" niunią" bo i tak też mnie nazywają.

I choć nie są to słowa "do boju dziewczę" ani też żadne w stylu " choćby skały srały" jakie z Tysią dla kurażu przed egzaminem wymawiamy, to jednak ułatwiają mi pojmowanie pewnych rzeczy takimi jakimi są badź czasem powinny być...


"Nie szukaj tego co jest zbyt ciężkie, ani nie badaj co jest zbyt trudne dla Ciebie,
O tym rozmyślaj, co ci nakazane, bo rzeczy zakryte nie są Ci potrzebne,
Nie trudź się niepotrzebnie nad tym, co siły Twoje przechodzi,
Więcej nie zniesie rozum ludzki niż zostało Ci objawione".

/Mdr Syr 3,21-23/


PS. I już wiem dlaczego tą przeciwbólówkę zażyć mam ochotę - bo dażę czasem na upartego...

Kochany, Kochana...


Z dedykacją dla SHE...

niby przysiedli na tej samej ławeczce,
niby dotykiem dłoni się przywitali
i coż więcej można rzec gdy się na nich patrzy: hm..?
wzrokiem sie nawet spotkali....
raz może dwa! całkiem beznamiętnie...

tak długo na to czekali,
tyle liścików miłosnych naskrobali
a dziś ..jak nie swój ze swoim usiedli
i widać, że w swej zadumie pogrążeni- myślami ulecieli...

cisza choć się bardzo stara
upływu czasu zabić nie może...
bo słów dalej nikt nie wydobywa
patrzą, każdy w swoją stronę

szepczeć tyle by mu chciała
wystrojona na spotkanie
już o swicie przybiec miała
u fryzjera włos upięła
kawy łyk z wrażenia ledwo wzięła
teraz siedzi i nie wiedząc czemu -
jedyne co chce: to pójść do domu...

tak długo na to czekali,
tyle liścików miłosnych naskrobali
a dziś ..jak nie swój ze swoim usiedli

tak wiele chciał jej dać
dni za dniami zeszłym majem
na myśleniu o niej mu mijały!
przyszedł wcześniej poł godziny
szukał miejsca na czułe rozmowy.
teraz ciężko spojrzeć mu w jej oczy
bo nie wiedząc czemu-
jedyne co chce: to pójść do domu...

tak długo na to czekali,
tyle liścików miłosnych naskrobali
a dziś ..jak nie swój ze swoim usiedli

i rozstania kres czasu nadszedł
podnieśli niepewnie wzrok ku sobie..
jakby w podzięce za rozmowę,
rękę grzecznie podał w skłonie
to znak pożegnania- pomyśleli sobie.
komuś łezka się w oku zakręciła
i o chodnik w parku się obiła...
a przecież kochanym,kochaną nigdy nie była!

Saturday, January 20, 2007

kot co imienia nie ma...

Wstalam dzis z wielkim bolem glowy ..kolejna nocka nieprzespana i mysle sobie, ze miec niemowle przy tym co ja mam -JUNE to nie taka straszna rzecz jak ludzie mowia . W koncu zawsze moze byc cos gorszego - KOT, CO IMIENIA NIE MA...
Wiec z zaspanymi oczyma lece do pokoju June bo bazzer pipczy i ataku dostac idzie ( za pierwszym razem to myslalam, ze pociag tu mam za oknem i od razu przypomnial mi sie weekend na Słowacji gdzie rozlozeni wczasowicze , czyli MY - namioty mielismy niemalze kolo torów, ba! doslownie kolo torów! tak jakbysmy niby chlonac chcieli ten nienaturalny ryk przejezdzajacego pociagu..
Eh, pewnie teraz tylko waskie grono (3 osoby) wie o czym mowie..
Ale wracając do June bo troche odeszłam od teamtu..I co slysze- pain pill prosze...
Wiec kolejna wyprawa do kuchni (oczy dalej zamkniete-droge znam juz na pamiec) klne pod nosem. czlapie w papciach co same odlgos bliski rurze wsysajacej wydaja, jestem w kuchni i natrafiam na: Kota.
A kicia duza jest nie powiem (kiedys tu zdjecie tego mamuciego kota umieszcze) i jej zabki tez jak sie okazuje potrafia byc dosc duze i ostrre ( przekonalam sie w nocy) Godzina gdzies po 4 rano. Stoje tak w kuchni z pilla w jednej dloni, szklanka wody w drugiej (oczy juz niemalze wybrzuszone na maxa ze strachu) i mysle ja o ewakuacji a kicius o zapolowaniu na papcia ( dlugosc kotka : ok 60 cm jak sie rozlozy, waga: ta ciezkiego kalibru ok. 7 kg ) ...
Patrze kiciusiowi prosto w oczy ( na Discovery pokazywali, ze dziala to na rekiny jak chce sie je "zdominowac") ale niech nikt nie pyta o wiecej szczegolow bo wierzcie : moj kot niemalze na takiego ludojada wygladal wczoraj.
I modle sie zeby zadzialalo (tzn. zeby sobie odszedl jak juz go wzrokiem silniejsza pokonam)..
Ale nic, gdzie tam. Kot lebkiem przewraca jakby bitwe staczal (dalej patrzac na mnie) wydaje ten syk-ryk tygrysi ( i juz wiem cos o prehistorii tego kociaka) i nic, ani drgnie! Ostatkiem mojego przytomnego po 4 rano rozumu mysle sobie, ze jak to, co zaraz zrobie nie pomoze to juz tylko krzyk i szybki wskok na stol pozostanie.
Wiec otwieram buzie i mowie : ///jak sie zaraz pączek nie odsuniesz to cie tak odchudze, ze na 3 groszkach suchej karmy bedziesz jechal/// i dajecie wiare! kicia patrzyla tak jeszcze na mnie moze przez 3 sek. po czym odwrocila sie na piecie i poszla .. Triumfalna i juz wiedzaca , ze nie pojde spac :( w szurajacych papuciach- wyszlam z tej kuchni, czujac jakbym wlasnie swojego prywatnego rekina zdominowala. Wchodze do JUNE i slysze co : chrapanie... poszla spac.. gdy ja wojne o papcia w kuchni staczalam.. eh..

Monday, January 15, 2007

autoportret mnie samej...

Bardzo lubię herbatę zieloną i nie ma dla mnie znaczenia czy jest z aromatem, lisciasta, czy expresowa. A im rozmaitsza tym moje przywiązanie do rytuału codziennego rozkoszowania się nią -mam wrażenie- umacnia się .
Lubie tez dobrą kawę latte popołudniową godziną, gdy słońce jest tak wysoko, że czuć jego ciepły blask na całej twarzy, gdy siedzi się w jednym z krakowskich ogródkow. Slowo! zawsze znajdę wtedy czas by olbrzymią, długą lyżeczką zbierać resztkę osiadłego na krawędziach kubka- ubitego lekko mleka i by znaleźć na spodzie tego cuda ostatek syropu carmelowego..hmm. cudo! Z liquidów to jeszcze gorącą czekoladę. Późną jesienią, gdy zimny, ostry wiatr staje się zwłaszcza tą porą tak mocno wyczuwalny na policzku, iż trudno wtedy odgadnąć czy to wiatr czy zanurzone usta w kubku wypełnionym po brzegi gęstym trunkiem tak zarumieniły mą twarz.
Mało kto wie, że zdobyc mnie można lampką dobrego wina, bo lubię rozkoszować się nią w poczuciu bezpieczeństwa i męskiej adoracji. Moja kobiecosć wtedy dojrzewa jak to wino, które uprzednio zabutelkowane czekalo na dogodny moment by urzekać swym smakiem i wiekiem...
Chwila staje się wtedy magiczną, królewską celebracją a ja czuję się wyjątkowa! Eh, jak niewiele mi potrzeba:)
Długie, bezcelowe rozmowy to najlepszy eliksir na zły dzień, dla takiej gaduły jak ja:) Zwłaszcza takie o tym i owym, smiamtym i owantym, bo te głownie- mam wrażenie- są w stanie zaspokoić chęć poznania kim jest mój rozmówca. Bezcelowosć staje się zatem celem samym w sobie ( choć pewnie bezcelowosć maskuje i moje roztrzepanie).
Ostatnio książki mnie pochłaniają i internet (jak widać) i cieszy mnie fakt, że odnajduję cos, co mnie na dlużej zaciekawi i pozwoli przebrnąć od strony pierwszej do ostaniej ( przeważnie to ja czytać ksiażki zaczynałam od tyłu i jak mi się podobało zakończenie szłam do początku)
ten sposób dalej został gdy czytam gazety i magazyny.
Myslę, że jestem spontanem...decyzja w minutę podjęta? proszę bardzo! czy przemyslana? wczesniej czy później się okaże! Nie lubię filozofować, przygotowywać się do czegos długimi dniami, a na koncu przeżywać goryczki rozczarowanie bo cos umknęło mi sprzed nosa zanim zdażyłam to przeanalizować.
Skad to wynika?hmm.. może z hasła carpe diem? Bo nie z braku rozsądku, pod którym podszywają się wszyscy ci co prowadzą stateczne życie. Ludzie w bezpiecznej odległosci od spontanicznosci. To nie rozsadek, tylko obawa porażki nimi kieruje.
Tak mysle przynajmniej ja!
Lubię zmienną być i czy to źle? hm..? Powiem tak: bez tej cechy byłabym jak rybka bez wody.:)Ale mam wrażenie, że im bardziej swiadoma jestem cech jakie posiadam (w tym i tej ) tym w większej symbiozie żyć potrafię z samą sobą. Swiadomosć staje się moją potęgą!
Strzeżcie się panowie...ha ha
A propos was...
Co lubię w meżczyznach? tak naprawdę uczę się tego obcując z nimi! I chyba to najtrudniejsze pytanie jakie sobie zadałam? Bo czy ja znam meżczyznę w swoim życiu? (myslę o kims innym niż tato:)
Za meżczyzną stoi kobieta. A do tej pory nigdy nie myslałam o sobie jako kobiecie. Choć w sumie dumna jestem z tego, że staję się nią ( nie swiadczy o tym tylko fakt zaokrągleń tu i ówdzie, ale i smielsze wyrażanie : "jako kobieta sądzę to czy tamto") to jednak trudno mi tak naprawdę ocenić kiedy to chłopak a kiedy już mężczyzna?
hm? Moją dotychczasową relację z facetami okresliłabym raczej jako przeciętna z rzędu: dziewczyna -chłopak. Może tak. A na tym poziomie wystarczy: że jest miły, kulturalny i ładnie pachnie (prymitywnie prawda?).
Od relacji mężczyzna -kobieta oczekuje się czegos więcej. Więc co w nich lubię ?
...Ich niezłomnosć gdy wali się na głowę cały swiat. Oni mają wyprostowany żagiel (to chyba z siły ich charakteru wynika) gdy podejrzanie ja, mogłabym pograżyć się w swoim chaosie paniki. Oj tak, prawda!
Mowią, że tylko prawdziwa kobieta potrzebuje ramienia meżczyzny...
Więc czyżbym była taką 100%-tową ? hm...?
Co jeszcze w nich lubię? Odpornosć na stres, rzeczowosć i konkretnosć, zdecydowanie.
To moje własne pociągi seksualne. Taka mała fetyszystka ze mnie :) A te ich tyłeczki...O mamusiu! Prawie każdy z nich dostał taki gratisowo :)
Chyba w sumie w meżczyznach lubię wszystko to , czego mi brakuje jako kobiecie, badź jest w jakis niewyobrażalny sposób dla mnie (ah te kolejki po boskie nogi) mało wykształcone!
Cenie poczucie bezpieczeństwa i wyjątkowosci jakim potrafią (jak chcą) obdarzyć swe boginie czyli nas, kobietki...
Kwiaty??? tak mało razy dostałam kwiaty w swym życiu, że chyba nauczyłam się je traktować jak odswiętny mundurek. Wiecie- wkładam bo muszę! Tak traktuję kwiaty od meżczyzn: dają bo wypada! więc chyba totalnie mnie nie urzekają choć są miłe (jak się już pojawią)...
Zwłaszcza te nietuzinkowe, tzn. mało popularne doceniam! Te, jakby zdradzają, że darczyńca zastanowił się nad ich wyborem i względnie dopasował do obdarowanej osoby! A jak wszystkie wiemy: czas jaki nam poswięcacie panowie tak naprawdę nas urzeka.
Skąd taka refleksja? otoż wynika to z przekonania jakie mam, że meżczyzna działa pewnym mechanizmem jakby ich kto zaprogramował ) , a który my kobiety- już dawno rozszyfrowałysmy.
I tak: Roże dają gdy kochają, gdy są walentynki. Tulipany gdy są urodziny. Stokrotki gdy jest indywidualistą czyt. skąpcem. Lilie- tesciowej, mamie. Goździki -dzień kobiet.
I chyba to by było tyle o kwiatkach...szkoda, bo tak dużo mogą zdziałać:)
Kwiatoterapia panowie też istnieje:)
Ubóstwiam wytworne miejsca... chyba musiałam urodzić się na jakims królewskim dworze w poprzednim życiu ( i mam nadzieję, że nie jako słuząca, ha ha )
A może po prostu wynika to ze znaku zodiaku? Wiecie, wagą jestem! Bo restauracje, dobre drinki, jedzonko i muzyka są jak przefiltrowane powietrze dla mnie- balsamico!:)
I na koniec cos, co jest sliweczką na tym torciku o mnie: zakupy...! kocham kocham kocham....
A im więcej do zwiedzania sklepów tym większy usmiech na mej twarzy..
Eh, potrafię wyjsć po spódnicę i wrócić z dwiema parami butów, torebką i t-shirtem uhahana od ucha do ucha.. a o spódnicy ani widu ani słychu... cos zupełnie innego niż meżczyni. I znowu ma mysl mi przyszła ta ich konkretnosć:) eh.
Koniec uzewnętrzniania..na dzis już dosć duszę oczysciłam...

Sunday, January 14, 2007

poranek...

obudziłam się tego poranka z mysla, ze gdzies to wszystko co siedzi we mnie ulokowac trzeba... w glowie tyle tego jest ze ciezko to jakos uporzadkowac, pogrupowac i przelac na papier tak ot.. roztrzepanie moje wieksze jest niz skupienie i nie jeden ludzik to pewnie o mnie powie a tu zadanie nie liche- stworzyc to dla mej duszy uciechy. Cos w rodzaju: "non omnis moriar" w moim wlasnym malym swiatku... a on teraz wydaje sie byc wiekszy mam wrazenie ( przez bagaz doswiadczen) - i tak maly zarazem ( doslownie przez m-ce, w ktorym jestem). Otoz kochani na obczyznie jestem...I cos, co tylko krotka chwilka mialo byc- przerodzilo sie w dlugi czas wyczekiwania -na powrot do ziemi obiecanej. Hm...? Moj kraj -mysle z utesknieniem. I ta mysl mnie zaskakuje najbardziej. Czyzby Patriotyzm?
Jedno male rozczarowanie teraz przyszlo do mnie - brak znajomosci eksploatacji tego bloga czyni go marnym w swej szacie , literki bez znaczkow, na ktorych teraz mi najbardziej jak nigdy przedtem zalezy pojawic sie nie chca. Eh, akurat w momencie gdy krzyczec mi sie chce: " litwo ,ojczyzno moja ty jestes jak zdrowie". Witajcie...