o tym, że rzeczywiście dawno ostatni raz cokolwiek tu napisałam świadczą moje kilkuminutowe problemy zalogowania sie na własnego bloga...bo albo hasło nie to, albo gorzej: komp wyświetla:nie ma takiego bloga.....akurat, ja ci pokaże PC!
wątek - porządki....ale nie te półkowe, bo ciuchy znów się walają po kontach i w szafach, choć dziś sobota (w rodzinnym domu w tym dniu zawsze każdy ze szmatką w swoim pokoiku zasuwał dość ostro po całym tygodniu..ale było miło: śmianie ze smoczycą co się obijała i z mamą, która zdążyła w tym czasie przejechać pół domu kiedy my raptem półki z kurzu przetarłyśmy..
hmmm troche odbiegłam od tematu , ale fajnie do dzieciństwa się wraca...bo BEZTROSKO WTEDY BYŁO...:) więc : nie tak bardzo odbiegłam od tematu :)
powrót do porządkach....tych, które zajmują więcej czasu niż przejechanie szmatką po mebelkach. Mowa o tych, które odgrzebać mają człowieka, tzn. siebie...
Mój bardzo dobry przyjaciel ma takie okresy w roku, w których mówi, że :wszystko jest bezsensu, do dupy", słowem depresyjaa. I ja wtedy wiem : "oho, Misiek ma fazę i będzie AKADEMIA PLATOŃSKA, tzn. dużo naszej fajnej filozofii":) dzięki ci Misiek za nią, bo pewnie teraz będzie jej już mniej....
I widzę teraz, że te okresy nie są takie całkiem wydumane egzystencjonalnie, bo są to dni, w których zmuszeni jesteśmy się skupić właśnie na Sobie...i ja taki okres (nazwijmy go jesiennym, bo i pora roku na to dobra )od kilku dni mam.
męczy mnie pewne ostatnie wydarzenie : BYĆ czy MIEĆ?
które gniecę w sobie,
a które PRZEZ KILKA ostatnich DNI ZAPRZĄTAŁO MOJĄ GŁOWĘ , DO DZIŚ

Choć rodzice wpajają nam pewne rzeczy, zasady, to mam wrażenie, że jako dzieci co najwyżej jesteśmy je wstanie liznąć, przyswoić powierzchownie, nie zawsze rozumiejąc co z czym i jak, do czego. Dopiero, gdy za siebie odpowiadam tylko ja (w tym znaczeniu, że nie jest już tak beztrosko ) można mówić o lekcjach : "parz sie sam na swoich błędach, aby być mądrzejszym i wiedzieć jakim człowiekiem jesteś".
Mam wiele zasad w życiu i umiem z nimi żyć ( choć coraz częściej się okazuje , że inni z nimi nie, co mnie męczy, zwłaszcza gdy są to najbliżsi mi ludzie ). Sądzę nawet, że niektóre z nich mnie wykańczają, np. ogromne poczucie sprawiedliwości i szczerości, przez które nie raz mocno oberwałam w sensie " towarzyskim", nadszarpneły moje zaufanie do kogoś, bądź spowodowały, że komuś dałam odczuć :Nie, człowieku nie lubię cię, bo Ci z oczu źle patrzy i omijam takiego delikwenta/ kę szerokim neutralnym łukiem.
Niektóre z nich przydałyby się (jak sądzę) innym - jak lojalność i uczciwość, a niektóre z nich sama chętnie bym się pozbyła: moja upartość niczym koza.
Niestety, dzięki ostatnim wydarzeniom wiem, że mam i takie, które są całkiem do bani ! serio, całkiem do bani i musiałam zapodać sobie troche tej filozofii sama, trując się przez ostatnich dni kilka i rozkminiając to co się stało, by zrozumieć dlaczego poszło źle? Doszłam jednak dziś do tego, że to bezsensu (filozofia przyjaciela). Bo i po co ? Bo czy jakakolwiek fiozofia rozkmini "stick to your rule "??cZY WARTO? OTÓZ nie!!
Bo czy warto BYĆ kiedy można NIE MIEĆ?
NIE MIEĆ Najlepszego przyjaciela?

wątek - porządki....ale nie te półkowe, bo ciuchy znów się walają po kontach i w szafach, choć dziś sobota (w rodzinnym domu w tym dniu zawsze każdy ze szmatką w swoim pokoiku zasuwał dość ostro po całym tygodniu..ale było miło: śmianie ze smoczycą co się obijała i z mamą, która zdążyła w tym czasie przejechać pół domu kiedy my raptem półki z kurzu przetarłyśmy..
hmmm troche odbiegłam od tematu , ale fajnie do dzieciństwa się wraca...bo BEZTROSKO WTEDY BYŁO...:) więc : nie tak bardzo odbiegłam od tematu :)
powrót do porządkach....tych, które zajmują więcej czasu niż przejechanie szmatką po mebelkach. Mowa o tych, które odgrzebać mają człowieka, tzn. siebie...
Mój bardzo dobry przyjaciel ma takie okresy w roku, w których mówi, że :wszystko jest bezsensu, do dupy", słowem depresyjaa. I ja wtedy wiem : "oho, Misiek ma fazę i będzie AKADEMIA PLATOŃSKA, tzn. dużo naszej fajnej filozofii":) dzięki ci Misiek za nią, bo pewnie teraz będzie jej już mniej....
I widzę teraz, że te okresy nie są takie całkiem wydumane egzystencjonalnie, bo są to dni, w których zmuszeni jesteśmy się skupić właśnie na Sobie...i ja taki okres (nazwijmy go jesiennym, bo i pora roku na to dobra )od kilku dni mam.
męczy mnie pewne ostatnie wydarzenie : BYĆ czy MIEĆ?
które gniecę w sobie,
a które PRZEZ KILKA ostatnich DNI ZAPRZĄTAŁO MOJĄ GŁOWĘ , DO DZIŚ

Choć rodzice wpajają nam pewne rzeczy, zasady, to mam wrażenie, że jako dzieci co najwyżej jesteśmy je wstanie liznąć, przyswoić powierzchownie, nie zawsze rozumiejąc co z czym i jak, do czego. Dopiero, gdy za siebie odpowiadam tylko ja (w tym znaczeniu, że nie jest już tak beztrosko ) można mówić o lekcjach : "parz sie sam na swoich błędach, aby być mądrzejszym i wiedzieć jakim człowiekiem jesteś".
Mam wiele zasad w życiu i umiem z nimi żyć ( choć coraz częściej się okazuje , że inni z nimi nie, co mnie męczy, zwłaszcza gdy są to najbliżsi mi ludzie ). Sądzę nawet, że niektóre z nich mnie wykańczają, np. ogromne poczucie sprawiedliwości i szczerości, przez które nie raz mocno oberwałam w sensie " towarzyskim", nadszarpneły moje zaufanie do kogoś, bądź spowodowały, że komuś dałam odczuć :Nie, człowieku nie lubię cię, bo Ci z oczu źle patrzy i omijam takiego delikwenta/ kę szerokim neutralnym łukiem.
Niektóre z nich przydałyby się (jak sądzę) innym - jak lojalność i uczciwość, a niektóre z nich sama chętnie bym się pozbyła: moja upartość niczym koza.
Niestety, dzięki ostatnim wydarzeniom wiem, że mam i takie, które są całkiem do bani ! serio, całkiem do bani i musiałam zapodać sobie troche tej filozofii sama, trując się przez ostatnich dni kilka i rozkminiając to co się stało, by zrozumieć dlaczego poszło źle? Doszłam jednak dziś do tego, że to bezsensu (filozofia przyjaciela). Bo i po co ? Bo czy jakakolwiek fiozofia rozkmini "stick to your rule "??cZY WARTO? OTÓZ nie!!
Bo czy warto BYĆ kiedy można NIE MIEĆ?
NIE MIEĆ Najlepszego przyjaciela?



No comments:
Post a Comment