Monday, February 26, 2007

i nic i nic

wchodzę by co napisać i wychodzę bo beznajdziejnym wydaje mi się to co piszę...
szaro za oknem i szaro cos u mnie...
zgodnosć z naturą i chyba tylko z nią widzę, bo ostatnio w dysharmonii żyję sama ze sobą,...
przerastają mnie rzeczy, z którymi muszę się zmierzyć w najbliższym czasie i otępiają mnie one strasznie. a zbyt ważne są by je tak olać,
to jak chcieć a nie móc. bezsens.
bzdurą się przecież to wydaję i marną wymówką, no więc szarpię się sama ze sobą i z tą niemocą.
i mówię:
bo mi się nie chce,
bo nie wiem jak,
brak mi weny,
brak mobilizacji,

jakby powietrze ze mnie uszlo
albo cos pochlonęlo mój zapal..
hm...?
chyba przesilenie wczesno-wiosenne
i tak sobie o tym nieróbstwie pomyslę..

Tuesday, February 20, 2007

gra w życie i przetrwanie...

/c.d dominantus maximusa - bo ten wątek mi spokoju nie daje/

czy te umiejętnoci asymilacji i afirmacji przez duże A nie staly się dla was dzis sztuką ograniczenia szeroko rozumianej indywidualnosci ??? dla mnie tak !
tzn. umiejetnosc manipulacji ludzmi przez nazwijmy to silniejszego i ząglowanie umyslem slabszego- doprowadza w koncu do uleglosci tego ostatniego,jego przystosowania się do życia na sposob silniejszego, jakiegos dopasowania, czyli w rezultacie szeroko rozumianego konformizmu.

a jesli silniejszy wygrywa czy to w slowie czy przemocą to jest to dla mnie podwalina dla jego dalszej checi zawladniecia czlowiekiem i dominacji nad nim.
i teraz inny mechanizm, który w sposob bardziej ucywilizowany ( bo w jakies ramy czy tez realia spoleczne osadzony) prowadzi do podobnej proby kontroli:
uleglosc pewnym spolecznym nakazom(wymogom) + "zgoda na to wymuszone dobre" w celach dopasowania się, czy też latwiejszego życia( dla swietego spokoju nawet) jest niczym innym jak proba zabicia odrebnosci. Bo jesli wszyscy zaczniemy myslec wedlug jednego emblematu doprowadzi to do zera kreatywnosci! i ja nazwalabym ten proces: pochlanianiem jednych przez innych.






wiec pytanie. Kto wymyslil slowo asymilacja i dla jakich potrzeb, a kto asertywnosc i z jakich przyczyn?
czy to pierwsze zrodzilo się z checi eliminacji indywidualnosci a to drugie dalo furtke by nim mimo wszystko byc?
nawiazuje do przyklady gdzie :dzis jesli twoj system wartosci jest przestarzaly( bo wierzysz w szczerosc, dobroc ludzka i nie daj bog w zero machlojeki zero korupcji by zaistniec na rynku itd.) i ten twój system nie jest skonfrontowany z rzeczywistoscia i realiami i tym jak dzis sie zyje, czyli tak naprawde niepodporządkowany, bo nie chcesz zeby taki byl a te realia mialy jakikowiek wplyw na twoje zycie to raz, ze bedziesz sie czul w miare uplywu czasu jak niezreformowany glupek, watpil w siebie i to co wierzysz, to jeszcze z poczuciem alienacji i przeswiadczeniem, ze wypadniesz z gry co sie "zyciem i przetrwaniem" nazywa jak nie bedziesz jak inni.





wiec pytanie : czy oplaca sie nie byc zresocjalizowanym jesli nagrodą za "sztuczna asymilacje " bedzie "normalne" zycie w spoleczenstwie?
i drugie pytanie : czy bedzie sie mimo to dalej soba, ale nie juz idelista, czyli tak naprawde quasi- soba ?
i trzecie- czy w dziesiejszym swiecie oplaca sie mimo to byc INNYM i asertywnym?
i czy w dalszym ciagu - wszyscy jestesmy badz umiemy byc chrystusami?



ps. niech nikt mnie nie zrozumie zle za uzyte przeze mnie slowa, brak logicznosci i spojnosci jesli takie wystepuja, i brak poprawnosci stylicznej, jesli kogos to oczywiscie razi,

Monday, February 19, 2007

DOMINANTUS MAXIMUS..

w jakie układy należy wejść aby w zgodzie ze sobą być i żyć?
gdzie kończy się swoboda działania, myślenia a gdzie zaczyna społeczny mechanizm pętający?
myśleć szablonowo mimo tego, iż wolnym masz prawo być
wkomponować swój pogląd w obecne realia, głoszoną naukę,
w jakąś prawdę obiektywną, czy jakieś niepodważalne źrodło wiedzy-
bo nic co twoje, nie ma prawa głoszonym być
czy tak chcemy żyć?
Bo jaką pewność można mieć, że to prawdziwy ja czy ty w swym słowie, mowie ciała i gestach-
gdy nauce pewnych schematów - społecznie poddawanym już się jest!
i znowu- co trzeba zrobić by uwolnionym od tego żyć?

"sztuka asymilacji"- nowy rodzaj ograniczenia, tyle że w piękne słowa ubrany!



nie rozumiem tych, którzy w zniewoleniu innych (psychicznym, fizycznym, słownym, pogladowym, religijnym) - dominację swą upatrują.
jak nisko człowiek jest w stanie upaść, by chcieć dominantus maximusem dla innych się stać?
posłuszeństwo wyegzekwować przemocą, w stan anomii wprawić i uzurpować sobie prawo do zawładnięcia inną wolną istotą?
mysleć- jak mądrzejszy,
czynić- jak silniejszy,
działać- jak sprytniejszy,
być- no właśnie jak kto? jak inny, czy ja, czy jak on ?
i znowu- co trzeba zrobić by niezdominowanym być?

"sztuka afirmacji" - wymuszenie w pięknym słowie ukryte,


czy nie moglibyśmy pozwolić,
- by każdy, tak jak chce seksualność swą odkrywał,
- na swój sposób żył?
- by z sumieniem czystym kładł się spać?
- zgodnie z wiarą w coś, kogoś trwał?
- w swych poglądach poszanowanym był,
- w żadne układziki nie zmuszonym wtargnąć był?
- popełniać błędy mógł, a nie nieomylnym się stać?
i znowu- co trzeba zrobić by sobą być?

"sztuka akceptacji"- trudna droga ku oswobodzeniu umysłu i ciała

Friday, February 16, 2007

karnawał




JEDZĄ, PIJĄ, LULKI PALĄ...

wykorzystać ten czas można cudnie zawsze
by w szaleństwie nocy kilka spędzić,
wytańczyć każdą troskę codzienną z ciala,
bez tchu, póki sil starczy,
i mlody i starszy pięknym poczuć się może,
przebrać figlarnie i stać inną postacią,
zamaskować przy tym swe lico szatą strojną,
I upojnych chwil przeżyć kilka ze smaczkiem...

Thursday, February 15, 2007

tłusty czwartek...






wersji jest kilka:

/stać w kolejce od rana godzin kilka
i rozmawiać z ludźmi o bożym swiecie przy tym...

/piec od rana okrąglutkie badź zamówić tuzin gotowych...

/rozsiąsć się wygodnie w ulubionej kawiarence
posród ulubionych twarzy i koniaczkiem najpierw zalać wątrobę...

cel ten sam:

legalnie pączkować~!
ha ha ha


smacznego życzę!

istota ludzka

Są tacy, co tęskniąc-
wytrwałymi być muszą...





Tacy, którzy czekając-
zauważeni nigdy nie będą...





Są tacy, co niepewni siebie -
tożsamosć poszukują...




Tacy, co nie chcąc zmian -
kochają siebie...




Tacy, co by zdobyć-
długą drogę przebyć muszą...




Tacy, którzy kochając ludzi-
naprzeciw barierom wychodzą...




Są też zaslużeni-
którzy pomalu w niepamięć odchodzą...





Tacy, co z przyjaźni-
moknąć dniami potrafią...





Tacy, co narodziny -
cudem nazywają...







I KTÓRZY SZCZĘSCIE -
RUCHEM WYTAŃCZYĆ POTRAFIĄ...


Tuesday, February 13, 2007

obraz człowieka współczesnego

Zewnętrznie:
-nauczony by pędzić przed siebie bez tchu,
-chlodny nawet w objeciach bliskiej osoby,
-walczący o skrawek tego pochmurnego nieba,
-ukrywający kazde niepowodzenie,
-a myslami w planach na odpoczynek,

Wewnętrznie:
-strachliwy co przyniesie jutro,
-przytloczony oczekiwaniami,
-bezsilny gdy ginie w tym tlumie,
-ale z wiara w kieszeni,

W rzeczywistosci:
POGUBIONY W TYM SWIECIE CYBORGA CZLOWIEK, STWORZONY NA OBRAZ BOGA!

a przecież wszystko panta rei i nikt nam już czasu nie zwróci
/jedyna rzecz, której kupić się nie da/
impossibilito krzyczę jak się na ten popaprany swiat patrzy!

Monday, February 5, 2007

dziwne zdrzenie ze swiatem, do którego należę,
jeszcze dziwnej opuscić ten, do którego się przywykło( dzis myslę),
wszystko cieszy, co tu mam
i jednoczesnie wszystko smuci co opuscić musiałam
przeklęty czas robi swoje, miesza mi teraz w głowie
ale przeklęta i ja, że się uwiesć mu dałam...

mój upadły aniele co tkwisz dalej w tym maraźmie
miej siłę - gdy ja już jej tu mieć nie będę,
za niedługo czas zrobi ze mną swoje...



http://www.youtube.com/watch?v=kcvfS_szMUY