czy te umiejętnoci asymilacji i afirmacji przez duże A nie staly się dla was dzis sztuką ograniczenia szeroko rozumianej indywidualnosci ??? dla mnie tak !
tzn. umiejetnosc manipulacji ludzmi przez nazwijmy to silniejszego i ząglowanie umyslem slabszego- doprowadza w koncu do uleglosci tego ostatniego,jego przystosowania się do życia na sposob silniejszego, jakiegos dopasowania, czyli w rezultacie szeroko rozumianego konformizmu.
a jesli silniejszy wygrywa czy to w slowie czy przemocą to jest to dla mnie podwalina dla jego dalszej checi zawladniecia czlowiekiem i dominacji nad nim.
i teraz inny mechanizm, który w sposob bardziej ucywilizowany ( bo w jakies ramy czy tez realia spoleczne osadzony) prowadzi do podobnej proby kontroli:
uleglosc pewnym spolecznym nakazom(wymogom) + "zgoda na to wymuszone dobre" w celach dopasowania się, czy też latwiejszego życia( dla swietego spokoju nawet) jest niczym innym jak proba zabicia odrebnosci. Bo jesli wszyscy zaczniemy myslec wedlug jednego emblematu doprowadzi to do zera kreatywnosci! i ja nazwalabym ten proces: pochlanianiem jednych przez innych.

wiec pytanie. Kto wymyslil slowo asymilacja i dla jakich potrzeb, a kto asertywnosc i z jakich przyczyn?
czy to pierwsze zrodzilo się z checi eliminacji indywidualnosci a to drugie dalo furtke by nim mimo wszystko byc?
nawiazuje do przyklady gdzie :dzis jesli twoj system wartosci jest przestarzaly( bo wierzysz w szczerosc, dobroc ludzka i nie daj bog w zero machlojeki zero korupcji by zaistniec na rynku itd.) i ten twój system nie jest skonfrontowany z rzeczywistoscia i realiami i tym jak dzis sie zyje, czyli tak naprawde niepodporządkowany, bo nie chcesz zeby taki byl a te realia mialy jakikowiek wplyw na twoje zycie to raz, ze bedziesz sie czul w miare uplywu czasu jak niezreformowany glupek, watpil w siebie i to co wierzysz, to jeszcze z poczuciem alienacji i przeswiadczeniem, ze wypadniesz z gry co sie "zyciem i przetrwaniem" nazywa jak nie bedziesz jak inni.

wiec pytanie : czy oplaca sie nie byc zresocjalizowanym jesli nagrodą za "sztuczna asymilacje " bedzie "normalne" zycie w spoleczenstwie?
i drugie pytanie : czy bedzie sie mimo to dalej soba, ale nie juz idelista, czyli tak naprawde quasi- soba ?
i trzecie- czy w dziesiejszym swiecie oplaca sie mimo to byc INNYM i asertywnym?
i czy w dalszym ciagu - wszyscy jestesmy badz umiemy byc chrystusami?
ps. niech nikt mnie nie zrozumie zle za uzyte przeze mnie slowa, brak logicznosci i spojnosci jesli takie wystepuja, i brak poprawnosci stylicznej, jesli kogos to oczywiscie razi,
6 comments:
Niestety, zycie to niekonczace sie kompromisy, i niestety na pytanie czy nalezy byc takim czy owakim nie da sie odpowiedziec jednoznacznie. Mozna byc indywidaliasta w poszczegolnych przypadkach a w innych sie "zrownac" ze spoleczenstwem..
To co nas odroznia od siebie to te wlasnie przypadki bo jedni ustapia w tym a inni w tamtym czego Ci pierwsi by nie zdradzili za jasna cholere... Lecz oboje nadal beda SOBA, bo to wlasnie te wybory a nie IDEALIZM tworza osobe, nie trzeba byc idealista zeby byc kims wyjatkowym...
A odpowiadajad doslownie na jednoz tych pytan w niebo... TAK "oplaca" sie byc INNYM, ale kazdy na swoj wlasny sposob.
nie wiem czy udalo mi sie jakos odpowiedziec na pytania, jesli nie to przynajmniej wyposcilem z siebie slowotok ktory gdzies mi sie tam klebil pod czaszka..:]
thx:)
wypościłes to ty niezły pogląd muszę przyznać:)
i chyba odnalazłabym się w twoim świecie "kompomisów i uległości", bo jest tu i miejsce dla asertywnych, indywidualistów i innych!
dzięki:)
MCpherson z ciebie przez duze MC!:)
och smoku..pojechałaś ostro tutaj!
jak sobie to czytam to pierwsze co mam na mysli to "konsumpcjonizm"-pochłanianie słabszego przez silniejszego" i rozumiem twoje zarzytu pod adresem "asymilacji", ale to nie koniecznie jest tak: asymilacja ma w rezultacie związek z socjalizacją, czego nie da sie uniknąc, bo zyjemy w świecei pełnym ludzi, i każdy znas na swój sposób ten swiat przeobraża, i własnie chyba o to tu chodzi! żeby go PRZEOBRAŻAĆ!!i nie byłóo by dominantów bez uległych i uległych bez dominantów!!
A asertywność nie jest bronia dla dominanta, juz na pewn nie na tym jej istota, bo w jej załozeniu jest dbanie o własne dobro ale z POSZANOWANIEM DRUGIEGO, czyli nie agresją i przemocą ale kompromisem i argumentami. tak ja to widze:)
i wiesz co sobie mysle jeszcze..wdepnełas na cienki grunt i za duzo tych wszystkich watpliwosci na raz!!
Zycie to nie gra, natomiast jesli tak je pojmujemy to obdzieramy je z naturalizmu, i wlasnie z prawa do "bycia" poprostu bycia, bo w grze zawsze jest wygrany i przegrany! i teraz powiedz mi kto zadycyduje o kim?? Ty czy ja??
nie bawmy sie w Boga to przede wszystkim!!!!
skoro widzisz jak inni "w tym wypadku silniejsi" kreuja ten swiat to Ty zacznij go kreowac sama, nawet w poczuciu "slabszej" ale zacznij....zobaczysz do czego dojdziesz!!!:):)
świetny temat!!!!!!!!
she hm..?
asertywnosc bronia dominanta?
a gdzie ja tak napisalam...
oj widze, ze nie bardzo zrozumialas ta czesc. bo ogolnie piszesz dobrze.
asertywnosc w moim poscie jest furtka dla indywidualnosci (mimo wszystko dalo prawo by nim byc w tym calym procesie wymuszonej czesto asymilacji..)
cmok smoku...
...nie chodzi o to, że tak napisałaś. Nawiązujesz do asertywności a ja mówie, że często wykorzystywana jest w niewłaściwym celu:):)
w każdym razie tak sobie mysle smoku...zobacz gdzie jestes i jak do tego doszłaś:):):):)
I'm proud!!!!!!!
Post a Comment