Wstalam dzis z wielkim bolem glowy ..kolejna nocka nieprzespana i mysle sobie, ze miec niemowle przy tym co ja mam -JUNE to nie taka straszna rzecz jak ludzie mowia . W koncu zawsze moze byc cos gorszego - KOT, CO IMIENIA NIE MA...
Wiec z zaspanymi oczyma lece do pokoju June bo bazzer pipczy i ataku dostac idzie ( za pierwszym razem to myslalam, ze pociag tu mam za oknem i od razu przypomnial mi sie weekend na Słowacji gdzie rozlozeni wczasowicze , czyli MY - namioty mielismy niemalze kolo torów, ba! doslownie kolo torów! tak jakbysmy niby chlonac chcieli ten nienaturalny ryk przejezdzajacego pociagu..
Eh, pewnie teraz tylko waskie grono (3 osoby) wie o czym mowie..
Ale wracając do June bo troche odeszłam od teamtu..I co slysze- pain pill prosze...
Wiec kolejna wyprawa do kuchni (oczy dalej zamkniete-droge znam juz na pamiec) klne pod nosem. czlapie w papciach co same odlgos bliski rurze wsysajacej wydaja, jestem w kuchni i natrafiam na: Kota.
A kicia duza jest nie powiem (kiedys tu zdjecie tego mamuciego kota umieszcze) i jej zabki tez jak sie okazuje potrafia byc dosc duze i ostrre ( przekonalam sie w nocy) Godzina gdzies po 4 rano. Stoje tak w kuchni z pilla w jednej dloni, szklanka wody w drugiej (oczy juz niemalze wybrzuszone na maxa ze strachu) i mysle ja o ewakuacji a kicius o zapolowaniu na papcia ( dlugosc kotka : ok 60 cm jak sie rozlozy, waga: ta ciezkiego kalibru ok. 7 kg ) ...
Patrze kiciusiowi prosto w oczy ( na Discovery pokazywali, ze dziala to na rekiny jak chce sie je "zdominowac") ale niech nikt nie pyta o wiecej szczegolow bo wierzcie : moj kot niemalze na takiego ludojada wygladal wczoraj.
I modle sie zeby zadzialalo (tzn. zeby sobie odszedl jak juz go wzrokiem silniejsza pokonam)..
Ale nic, gdzie tam. Kot lebkiem przewraca jakby bitwe staczal (dalej patrzac na mnie) wydaje ten syk-ryk tygrysi ( i juz wiem cos o prehistorii tego kociaka) i nic, ani drgnie! Ostatkiem mojego przytomnego po 4 rano rozumu mysle sobie, ze jak to, co zaraz zrobie nie pomoze to juz tylko krzyk i szybki wskok na stol pozostanie.
Wiec otwieram buzie i mowie : ///jak sie zaraz pączek nie odsuniesz to cie tak odchudze, ze na 3 groszkach suchej karmy bedziesz jechal/// i dajecie wiare! kicia patrzyla tak jeszcze na mnie moze przez 3 sek. po czym odwrocila sie na piecie i poszla .. Triumfalna i juz wiedzaca , ze nie pojde spac :( w szurajacych papuciach- wyszlam z tej kuchni, czujac jakbym wlasnie swojego prywatnego rekina zdominowala. Wchodze do JUNE i slysze co : chrapanie... poszla spac.. gdy ja wojne o papcia w kuchni staczalam.. eh..
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
2 comments:
hahahahahah a kysz a kysz ty nkocia paskudo!!!! i ten"co imienia nie ma" przeciez został juz mianowany PĄCZEK z niego OSTAŁ jeno nie wychowany!!
a co do torów to tylko jedno powiem...
WIAĆ!!!!!!!!!!!!!
amigo nie wiem czy w swoim zyciu sptkales amreykanskiego kota giganta...haha i wierz mi-a kysz a kysz podzialac by moglo jedynie na muche w tym kraju..:)haha wszystko jest tutaj "super size me" jak w filmie Spurlocka...
Post a Comment