Sunday, January 14, 2007

poranek...

obudziłam się tego poranka z mysla, ze gdzies to wszystko co siedzi we mnie ulokowac trzeba... w glowie tyle tego jest ze ciezko to jakos uporzadkowac, pogrupowac i przelac na papier tak ot.. roztrzepanie moje wieksze jest niz skupienie i nie jeden ludzik to pewnie o mnie powie a tu zadanie nie liche- stworzyc to dla mej duszy uciechy. Cos w rodzaju: "non omnis moriar" w moim wlasnym malym swiatku... a on teraz wydaje sie byc wiekszy mam wrazenie ( przez bagaz doswiadczen) - i tak maly zarazem ( doslownie przez m-ce, w ktorym jestem). Otoz kochani na obczyznie jestem...I cos, co tylko krotka chwilka mialo byc- przerodzilo sie w dlugi czas wyczekiwania -na powrot do ziemi obiecanej. Hm...? Moj kraj -mysle z utesknieniem. I ta mysl mnie zaskakuje najbardziej. Czyzby Patriotyzm?
Jedno male rozczarowanie teraz przyszlo do mnie - brak znajomosci eksploatacji tego bloga czyni go marnym w swej szacie , literki bez znaczkow, na ktorych teraz mi najbardziej jak nigdy przedtem zalezy pojawic sie nie chca. Eh, akurat w momencie gdy krzyczec mi sie chce: " litwo ,ojczyzno moja ty jestes jak zdrowie". Witajcie...

3 comments:

she said...

Braaaaaak mi słów!!!!!!!!!!!!!!!
jak tylko otworzyłam ten blog to sie w nim ZAKOCHAŁAM,
ach...!!!! piszesz, jak lubię CIEKAWIE, z odrobiną drobiazgowości, nietuzinkowymi określeniami, i humorem!!

BLOG WYJATKOWY!!!!!

she said...

aa..i jeszcze jedno!!

Uwielbiam MRO IŁO!! samo w sobie!

zyzyrafa said...

wiem o co chodzi z tym patriotyzmem ktory rodzi sie jak siedzisz na obczyznie... i powiem ci ze to nie minie :))