Monday, January 29, 2007

/samo życie/

Czasem myślę, że amnezja by mi się przydała.
By jak dziecko od nowa stawiać kroczki w poczuciu, że jest się "tabula rasa".
By cieszyć się każdą, małą wygraną i nie przejmować się drobnym upadkiem i stłuczonym noskiem. I zacząć wiele rzeczy od nowa. A może by umieć je naprawić?
Każdy z nas przecież tworzy własne stronnice życia. Swój tom! A ja bym nowy rozdział nadać mu chciała.
I wyobrażam sobie to tak:
Kupuję bilet na dworcu. Ale on wyglada dość dziwnie, niestandardowo.
Mój jest z napisem "amnezja-podróż do neverland". Nie ma na nim wybitej daty, zniżki studenckiej, ani miejsca, do którego jadę. Jest tylko okropnie horrendalna cena i czas odjazdu.
No i peron, z którego ten odjazd mam.
I nawet paragonu nie ma, by w razie czego zareklamować podróż, jak się nie uda.
Stoję na peronie minut kilka a obok mnie ogromny bagaż. Ledwo co udźwignąć go mogłam.
Cała drżę z podekscytowania co też nadjedzie i co też ta podróż mi przyniesie.
I w głowie pustkę mam. I Zero pomysłu.
Tuptam z nogi na nogę, bo jeszcze uciec można..Tyle, że myślę sobie -ten bagaż za ciężki by zrobić odwrot. Zostaję! Za dużo się napociłam by go tu dotaszczyć.
Na tym samym peronie kilku takich jak ja jest. I przez myśl mi przechodzi" Czyżby Każdy czekał na ten sam pociag, co ja? hm..?
Nie pisze na szyldzie dokąd jedzie, więc trudno mi to ocenić .
Kukam więc by rozeznanie jakie zrobić. Szyja żyrafia mi się robi. I zaglądam przez ramię temu Panu, co obok mnie śiska spoconą ręką bilet z napisem: "odwyk- back to my life".
Widzę też Nastolatka zdenerwowanego jak ja. Więc pytam dokąd jedzie, a on świstek z napisem
"egzamin-studia międzywydziałowe" mi pokazuje.
Uuu, ciężko ci aniołku będzie, ale mówię to tylko sobie.
I nawet rodzina jakaś jest i pies.! Tabun ludzi.
Ale robi mi się lżej na ich widok, choć nie wiem sama czemu.
No więc stoi Pani koło 40stki. Pewnie Mama. Sucha, zestresowana ale zadbana. Coś czyta.
Och ja głupia książki nie wzięłam. Sama się karcę.
I obok niej- trójka dzieci. Bliźniaki, co się biją. Łobuzy! Strzeż Panie, żeby takich kiedyś nie mieć rozrabiaków. I mała dziewczynka, co obwarzanka przegryza. Sama bym coś chętnie wszamała myślę, bo stres ze mnie śniadanie już wydarł.
I w końcu Pana też widzę. Takiego, co się koło mamusinej spódnicy pelęta.
W szarościach ubrany, a piękny letni dzień jest.
To pewnie tato. Inaczej być nie może. Nie mogło! Może?
Trzyma on bilet rodzinny, ale ja nie widzę co na nim pisze.. Za daleko jestem. A szkoda.
Wtem gwizd pociagu. Serce niemal wytrzymać już z przerażenia nie może i mówię do siebie
samej: shut up!
Tyle, że chyba głośno to powiedziałam, bo się ludzie na mnie dziwnie popatrzyli.
Nadjechał. Mały, dziwny wręcz. Tylko z dwoma przedziałami.
Najwidoczniej nie wielu śmiałków nim podróżuje.
I za takie "małe COŚ" taką cenę zapłaciłam?! Złość mnie ogarnia.
Ale cóż, trzeba wsiadać, niepewnie dość samej sobie to mówię. Kolejka do wejścia się robi. Kulturalna. Nie to co zwykle, bo każdy jakby z obawą do niego wkracza.
O, i ktoś zwiał, tzn.nie wsiadł. Widziałam jak odchodzi.

...

Miły pan konduktor bilet każdemu by sprawdził i usadawił. I nie byłoby już odwrotu !
Bagaż pomogłby wtaszczyć.
Usadawiłabym się przy oknie, sama w przedziale. I jakoś by mi to nie przeszkadzało. Muzyka w tle by grała. To dobrze!
I patrzyłabym przez szybę już usadowiona, ilu takich jak ja wchodzi do środka. Ilu ludzi się
spóźni. A ilu stchórzy- odchodząc.
I zauważyłabym, że namnożyło się ich sporo. Tych wsiadających, jakby powychodzili niewiadomo skąd.
Oczy bym zamknęła by jakiś plan szybko zrobić i usłyszała po krótkiej chwilce, jak chłopiec wchodząć do mojego przedziału swym krzykiem się rozpycha i mówi: ja siedzę koło okna Remku, a ty tu obok niej tzn. mnie.
Popatrzyłabym na niego spode łba, brwi przy tym zmarszczyła i mruknęła pod nosem cholera!
Ta sama rodzina, którą na peronie przyuważyłam. Pięknie !
Nie wiem ile godzin jechać będę i tu oni. Eh!..
Za dobrze by było, tak w ciszy samej -bo pewnie i tak niechętnie bym pomyślała o nich sobie.
Wreszcie usadowiliby się i oni.
Pięć minut później tylko gwizd lokomotywy usłyszeć by można było i wykrzyczane przez
konduktora słowo: odjazd!
Ten Pan Zdzisiu (jak by się okazało po przedstawieniu) ścisnąłby żonę za rękę i zapytał
"czy sądzisz, że nam się uda Marysiu?"
A ona ze łzą w oku by mu odpowiedziała "Wierzę w to, dla dobra rodziny" .
Dzieciaki by się uspokoiły zajęte grą jakąś, a ja w końcu miałabym czas na zaburzoną przedtem
ich nadejściem kontemplację.
Tyle, że problem z ustaleniem na czym to ja skonczyłam pewnie bym miała.
No i dostrzegłabym w jej dłoni ten bilet z napisem " po zdradzie- ostatni ratunek".
I tak trwalibyśmy w ciszy, a pociąg pędził przed siebie i zatrzymywałby się tylko na
niektórych stacjach.
I minęłabym: odwyk, psychiatryk, klinikę porodową, uczelnie, na której egzamin
ten nastolatek miałby pisać. Stacja kościół nawet by była, bo para młodych by na niej
wysiadała.
I w końcu zobaczyłabym swoją stację z napisem : "amnezja- podróż do neverland"...
Wysiadłabym ze strachem w oczach , a razem ze mna i wielu takich .
I dalej już tylko "tabula rasa" bym była.
A życie samo by scenariusz pisało.


I cóż, wzdycham. Bo pięknie sobie tą podróż do neverlandu wymyśliłam.
Tak własnie móc ją przeżyć.
Tyle, że narazie to byłabym ja. Ta osoba co zwiała, tzn. nie wsiadła do pociągu.
A resztę po "..." umysł mój barwnie dopisał, pogdybując sobie przy tym troszkę.


myslę sobie:
/CZŁOwiek zwierzę- nie uciekając, spróbować powalczyć o swoje musi /

4 comments:

Anonymous said...

ciekawa historia, czuc, ze sie podróz się szykuje...i nie zwiewania życzę, bo życie cię jeszce nie raz zaskoczy!!!a z czysta kartka kazdego dnia mozna wstawac...:)powodzenia!!!!

Anonymous said...

...najpierw mysłałam: "no coment" (za dobre, by coś napisac) ale potem ujrzałam...
ucieczkę? inne życie?...do-kądś i ni-kąd!
i świat co się kreci w koło, jadąc tam i z powrotem jak twój pociąg, dając szanse by "wsiąść", i "wysiąść"!!
Pamietaj smoku, że zawsze masz wybór!!! sciskam

Anonymous said...

nie ma co... rozwalilas mnie tym tekstem... WIdze ze jeszcze mi daleko do poznania Ciebie, nie jestem nawet blizej.
Ale thx, bardzo dobrze sie to czyta. A komentarz do zawartosci: Ucieczka to nie wyjscie /wiem to z autopsji/, trzeba sikac pod wiatr..:]

Mro-Iło said...

she, sucharek się już na mym blogu rozgośćiły cudnie!dzięku kumy
( taka familija moja blogowa haha)
a ciebie mcpherson miło tu gośćić:)witam!

ps. za niedługo mam stację Polska, i sikać pod wiatr jak mówisz tam będę!
i starać się by każdy dzień był moją czystą kartą jk sucharek radzi..
i z intuicją na dłoni a nie w kieszeni kroki waleczne stawiać - bo zawsze mam wybór!
dzięki wam ludki -
ja już w zasadzie myślami jestem w Polsce:)