Monday, February 26, 2007

i nic i nic

wchodzę by co napisać i wychodzę bo beznajdziejnym wydaje mi się to co piszę...
szaro za oknem i szaro cos u mnie...
zgodnosć z naturą i chyba tylko z nią widzę, bo ostatnio w dysharmonii żyję sama ze sobą,...
przerastają mnie rzeczy, z którymi muszę się zmierzyć w najbliższym czasie i otępiają mnie one strasznie. a zbyt ważne są by je tak olać,
to jak chcieć a nie móc. bezsens.
bzdurą się przecież to wydaję i marną wymówką, no więc szarpię się sama ze sobą i z tą niemocą.
i mówię:
bo mi się nie chce,
bo nie wiem jak,
brak mi weny,
brak mobilizacji,

jakby powietrze ze mnie uszlo
albo cos pochlonęlo mój zapal..
hm...?
chyba przesilenie wczesno-wiosenne
i tak sobie o tym nieróbstwie pomyslę..

6 comments:

Anonymous said...

Tez tak kiedys mialem... "chcialem ale nie moglem"...wiec zaczalem pic... nie radze powtarzac etj drogi, jest jednokierunkowa:/

Jesli chodzi o rzeczy ktore cie przerastaja... nie mysl nie zastanawiaj sie... Kiedys ktos bardzo madry i mi bliski powiedzial ze w takich sytuacjach najlepsza jest metoda malych kroczkow czy jak kto chce sobei to nazywac...Bo kazda DUZA zecz sklada sie z 1000 malych ktore zrobic/wykonac jest banalnie prosto:) Wiec powoli... byle to przodu:]

PS co ty do cholery robisz o 5:11 na kompie????:P

Anonymous said...

ta teoria małych kroczków musi być jeszcze czymś poprzedzona- motywacją, a u mnie z tym to kiepawo ostatnio:(
robię masę innych zbędnych rzeczy byleby tylko nie być zmuszoną zając się tymi, które są ważne,


ps. mcpherson o co ty robisz o 6:10 rano na kompie? he he
tak naprawdę to zegar i strefa czasowa są źle ustawione na moim blogu...:P

she said...

hahaha witam w klubie marudy!!
widze ze nie tylko u mnie nihilizm nastał!!! bleee

Anonymous said...

to chyba jakas plaga....marusco w takich sytuacjach nie podejmuj zadnych decyzji:)przeczekaj:)i wiedz ze nie sama jestes:)a metoda malych kroczkow skuteczna jest:)

Anonymous said...

progresy robie...
i sie ciesze ze idzie do przodu to "kroczenie"

Anonymous said...

Hm,a ja to tylko tyle...jak mawia jedna mądra Gianna,często mi to musi wmawiać,to najważniejsze jest "zadbać o siebie"...
Pogłaskać się,dbać o siebie,przytulić i pozwolić sobie na to,że ma się taki a nie inny nastrój...i zaakceptować go,a nie złościć się na niego.A chyba z tą akceptacją przyjdzie i radość i optymizm i wiosna...
Całus:-)